Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

M A S A Ż twarzy

Tym razem będzie jakby nietypowo. Do tej pory rozpisywałam się na temat naszego ciała. Proponowałam Wam ćwiczenia, plany treningowe, a nawet wspominałam o odpowiednim odżywianiu się. Wszystko po to, ponieważ naszym kobiecym celem jest, a przynajmniej powinno być, zachowanie jak najdłużej, jak najlepszej kondycji. Chcę Wam zaproponować coś spektakularnego. Coś, co na co dzień nie bierzemy pod uwagę, ponieważ o tę część naszego ciała dbają zazwyczaj panie kosmetyczki. My same ograniczamy się najwyżej do kremowania twarzy. Co zatem powiecie na to, by samej wziąć się za swoją urodę?

Tak, tak... już tytuł posta mówi, o co chodzi. Masaż twarzy, która, gdy się jej przyjrzeć z bliska, przekazuje nam nagą prawdę o nas samych. Zbudowana jest z wielu mniejszych mięśni, które mają wpływ na mimikę, pozwalają zmieniać jej wyraz. Na naszych twarzach odbija się wszystko z czym mamy do czynienia. Stres, wieczna za czymś gonitwa i towarzyszące temu napięcia. Marszczymy brwi i czoło, zaciskamy szczęki, zmrużamy oczy. Z czasem poprzez taką regularną mimikę, trwale wyżłabiamy zmarszczki. To tak, jakby kropla drążyła skałę.

Dbając o twarz poprzez masaż i ćwiczenia, rysujesz ją na nowo.

Gdy na co dzień staramy się mimo wszystko mieć miły wyraz twarzy, to i tak z łatwością odczytujemy z niej, nasze tak zwane prawdziwe oblicze. Masaż, pod warunkiem że regularny, jest w stanie doskonale wypłycić (nie używam słowa >pozbawić<, ponieważ tylko plastyka ma na to wpływ) i złagodzić te nasze "maski". A poza tym daje poczucie wprost niezwykłego relaksu i odprężenia. Chcę Was namówić na tzw. automasaż, który swobodnie możecie wykonać w każdym miejscu, gdziekolwiek akurat przebywacie. Zajmuje czas od 5-15 minut, w zależności od sprawności Waszych paluszków.

Warto zwrócić też uwagę na to, przy pomocy jakiego produktu wykonacie masaż. Kremem, oliwką lub na sucho, czy bez "pomocników". Doradzam np. oliwkę, ponieważ potrzeba jej niewiele i ma dobry poślizg. Zaznaczam, masaż wykonywany na sucho, skutkować może nieprzyjemnym bólem skóry i mięśni twarzy. A przecież chcemy tego uniknąć, wszak nasz komfort również jest ważny. I jeszcze jedno - kolejność wykonywanych czynności nie jest ważna. Jeżeli wypracujesz swoją, dobrze, zapunktuje Twoje samopoczucie. Będziesz miała wrażenie, że wykonujesz swój własny autorski masaż. 

Zacznijmy więc:

1. Usiądź wygodnie przed lustrem. Rozsmaruj oliwkę na twarzy i na dekolcie. Sama uznasz jaką ilość użyjesz, ale bez przesady. Masaż zaczynamy od środkowej części czoła tuż przed nasadą włosów, przesuwając palce w kierunku skroni. Zaangażuj palce środkowe i serdeczne. Wykonaj trzy powtórzenia.

2. Następnie przejdź niżej, na linię środkową czoła i wykonaj te same ruchy, również w trzech powtórkach.

3. Skończysz na linii tuż nad brwiami. W ten sposób, łącznie wykonasz 9 ruchów.

4. OK. Wykonaj masaż przesuwając palce od czoła w dół, do szczytu nosa i dalej, poniżej kości policzkowych. Wracasz palcami tą samą "drogą" do góry, w kierunku skroni. Przy okazji wywieraj palcami lekki nacisk obok nozdrzy, poniżej kości policzkowych. Powtórz trzy razy.

5. Teraz masz się skupić - zacznij masaż lewą ręką od prawego ramienia. Przesuwaj dłoń przez całą długość szyi, aż do ucha. Powtórz 6 razy czynność i przejdź na drugą stronę. Czyli prawą ręką masujesz lewą stronę. 

6. Obejmij palcami i kciukiem swoją szczękę tak, jak być chciała ją podtrzymać. Drugą dłonią delikatnie naciskając, masuj część twarzy w okolicy podbródka. Przesuwaj się w kierunku ucha. Powtarzamy 6 razy. 

7. Środkowe palce ułóż między brwiami. Ruchami okrężnymi z bardziej zdecydowanym naciskiem, przesuwaj je na zewnątrz linii brwi. To samo wykonaj pod oczami, ale delikatniej. Kieruj palce od nosa, po krawędzi oczodołu, do jego brzegu. Powtórz po 6 razy.

8. Ułóż palce (oprócz kciuka) obu dłoni na czole. Tak, jak byś chciała je objąć. Palce są złączone. Powoli i z lekkim naciskiem, przesuwaj dłonie do góry, do nasady włosów. Będziesz miała wrażenie "prasowania" czoła. Powtarzasz czynność do 6 razy.

UWAGI - Ruchy palcami wykonuj spokojnie. Nigdzie się nie śpiesz. Na początek czynność powtarzamy od 3 - 6 razy. Tak dla wprawy. W przyszłości sama zadecydujesz, do ilu razy wykonasz każdą czynność. Nie przesadzaj też z ilością, zalecana to 8 - 12 powtórzeń. Wiadomo, że nie ilość, a jakość daje efekty. 

Zauważyłaś na pewno, że tu i tam, w kwestii masażu w ogóle, wreszcie zaczęto zwracać uwagę na twarz. Jej mięśnie, tak jak mięśnie ciała, w równym stopniu potrzebują naszego zainteresowania. Powiem więcej - nie wystarczy odwiedzić panią kosmetyczkę raz na kilka miesięcy, to za mało. By nasza twarz wyglądała lepiej i piękniej, zalecana jest nie tylko regularność, ale i częstotliwość. Zacznij pielęgnację swojej twarzy od np. dwóch razy w tygodniu. Od czegoś trzeba zacząć, prawda? Nie obejrzysz się, a masaż stanie się Twoją codziennością. Może nawet ulubioną.

Pokuszę się nawet o takie słowa - masaż twarzy to też czynność upiększająca. To różnego rodzaju techniki masażu, mające na celu rozluźnić i zrelaksować mięśnie. Głównym jednak zadaniem masażu, od strony urody, jest WYGŁADZENIE ZMARSZCZEK. To o to, nam kobietom, zazwyczaj chodzi. I zapewniam Was moje Drogie, że taki masaż działa. W wyniku tegoż nie tylko nasza twarz pięknieje, osiągamy coś w rodzaju nowego stanu umysłu. 

"I tak jak oczy są odzwierciedleniem naszych dusz, tak nasze ciała stanowią swoisty wehikuł, dzięki któremu dusza się przemieszcza". Pożyczyłam sobie to powiedzenie na potrzeby tematu, jakiś czas temu zasłyszane, bo uważam, że idealnie oddaje sens przekazu. Wniosek - gdy dusza choruje, choruje nasze ciało. Co widać na naszych twarzach, a mówiąc ściślej, co widać po mimice naszej twarzy. Ot taka to ichnia filozofia. Jednak coś w tym jest. Potwierdzam to jako praktyk. 

Druga propozycja, którą chcę Wam przedstawić, jest do wykonania w każdym miejscu, ponieważ nie potrzebujemy do niej lustra. Możesz wyjść do ogrodu, nawet na balkon (byle nie do sklepu), wygodnie ale z zachowaniem poprawnej postawy (proste plecy) usiąść tam i zacząć masaż.

Zaczynamy?

0. Na początek spróbuj rozluźnić mięśnie twarzy. Wykonuj ruchy, jakie przyjdą Ci do głowy. Rób śmieszne miny, wyciągaj szczęki - górną i dolną i poruszaj nimi - góra dół, lewa prawa. Poruszaj kilkanaście razy samymi gałkami ocznymi w różnych kierunkach. Pokręć trochę samą głową. Pooddychaj głęboko - nos usta. Wykonaj coś na wzór rozgrzewki, jaką stosujemy przed ćwiczeniami.

1. Palce wskazujące oprzyj między brwiami, ale poniżej ich linii i małymi okrężnymi ruchami przemieszczaj je na zewnątrz i wokół całego oczodołu. Palce lekko naciskają na masowane miejsca. Wykonaj ruchy 6 razy. Odpocznij kilka sekund. Potem mocno zamykaj oczy i otwieraj, wręcz wytrzeszczaj. Ćwiczysz w ten sposób mięśnie okrężne oczu i poprawiasz krążenie krwi. Powtórz kilkanaście razy. Aż do wyczuwalnego zmęczenia mięśni. 

2. Teraz spróbuj podciągnąć górną wargę, robiąc śmieszną minę, jakbyś marszczyła nos. Masz wrażenie, że z tym ruchem przemieszczają się ku górze również Twoje policzki. Potem opuść wargę tak, jakby miała przykryć dolną. Będzie wrażenie wydłużenia twarzy. To ćwiczenie ma na celu "zamykanie i otwieranie" środkowej części twarzy.

3. Ułóż wskazujące palce po obu stronach nozdrzy, na linii kości policzkowych. Naciśnij i podłużnym ruchem przemieszczaj palce wzdłuż kości policzkowych i jarzmowych, w kierunku uszu. Jeżeli ten ruch nie pasuje Ci, powoduje dyskomfort, naciskaj palcami punktowo. Będzie trochę bolało, ale da się wytrzymać. Nie tylko udrażniasz zatoki, ale rozluźniasz zbyt spięte mięśnie. 

4. Opuszkami palców, począwszy od linii kości policzkowych, najpierw delikatnie głaskaj policzki ruchem do góry, a potem ruchem w dół. Po kilkanaście razy. Gdy skończysz, powtórz 2. ćwiczenie. Wydłużaj mięśnie twarzy i je skracaj/spinaj. Robisz tzw. uśmiech Bolka i Lolka.

5. Kolej na Twoje usta, czyli na ich mięśnie okrężne. Rób ustami najgłupsze miny, na jakie przyjdzie Ci ochota, tak jak dzieci. Kilkanaście razy. Zapamiętaj jak się będą czuły same mięśnie twarzy. Odpocznij chwilkę, a następnie masuj okolicę wokół ust ruchem okrężnym dokładnie tak, jak to robiłaś z oczami w 1. ćwiczeniu. Uwaga - palce są tuż nad zębami, nie pod nosem. I znowu, spróbuj robić głupie miny. Sprawdź, czy jest różnica w napięciu mięśni? Sama oceń. 

6. Buziak. To ćwiczenie, w którym układamy usta tak, jak do buziaka. Ale... wykonujemy ruch jakby z przerostem, czyli wydłużamy tego buziaka mówiąc na głos - "muułaaa". Czyli układamy usta bardzo wąsko jakby w "ciup", a potem przy tym końcowym "...aaa", układamy je bardzo szeroko. Pracują wszystkie mięśnie. Czujesz? Ile razy? Kilkanaście.

7. Teraz się skup - siedząc spokojnie i równo oddychając, zwróć uwagę jak TERAZ czuje się Twoja twarz. Czy jest różnica w porównaniu sprzed ćwiczeń? Powinno być luźniej, swobodniej, jakby lżej. Można mieć wrażenie, że to nie moja twarz. To bardzo miłe uczucie. Prawda?

Powyższa propozycja ma na celu spinanie i rozciąganie mięśni twarzy w różnych wariantach ruchowych. Nieźle się zdziwisz, co można osiągnąć poprzez taki masaż. Dokrwienie i dotlenienie wszystkich mięśni twarzy, rozluźnienie spięć, swoboda mimiki, wygładzenie powierzchni skóry (zmarszczki), pełniejsze usta, bardziej wyraźne widzenie. Ćwiczenia przypominają trochę pantomimę. Tam aktorzy przyjmują różne wyrazy twarzy, nieraz przejaskrawione, nieraz śmieszne albo smutne. To wszystko to jedno wielkie ćwiczenie. Ciężka praca mięśni. 

WARTO NAD NIMI POPRACOWAĆ, EFEKTY PRZERASTAJĄ NASZE OCZEKIWANIA. 

To, co Wam proponuję, to nie tylko świetna zabawa, ale i wypoczęta twarz, samopoczucie jakby inne, spokojny nastrój, dzięki któremu można pozbierać własne skołatane codziennością myśli. Korzysta też całe Twoje ciało, które ma okazję wrócić do stanu relaksu. Powyższe propozycje skutkują nie tylko przedłużeniem urody, ale ogólnie lepszą formą. Pamiętaj, Twoja twarz mówi wszystko o Tobie, pokazuje w jakiej kondycji jesteś. A więc nie tylko o upiększenie twarzy tu chodzi, ale i o zdrowie.


Rysunki/obrazki: *zwierciadło.pl *ziaja.com *hitshop.uz *sekrety-zdrowia.pl *pl.depisitphotos.com  

Z D R O W I E

Z racji tej, że kończy się wrzesień, a tuż za rogiem czyha październik, że straszą nas zimą stulecia, warto zawczasu zwrócić uwagę na naszą ogólną kondycję. Sprawdzić czy się wysypiamy, czy nie jest nam za zimno, czy wysiłek fizyczny wpływa na nas pozytywnie. Jeżeli nie, jeżeli swym zaniechaniem działamy pod prąd, możemy sprowadzić na siebie choroby, nieoczekiwane męczące dolegliwości. Zakładam, że wszyscy o tym wiemy. Bowiem tak jak dbasz o swój ukochany samochód, o swój ukochany ogród, zadbaj podobnie o siebie samą. 

Nie ma co zgrywać twardzielki, bo i pora roku nie ta i odporność organizmu m.in. z braku słońca słabnie, wszak dni robią się coraz chłodniejsze i krótsze. Nawet gdy październik okaże się miesiącem pogodnym, to temperatura spada, zmienia się wilgotność powietrza, wieją wiatry i padają deszcze. Śnieg już pokazał się w niektórych miejscach obficie, mimo, że to jeszcze wrzesień. Spacerując tu i tam obserwuję, jak w związku z tym ubierają się ludzie. Różnie. Zbyt letnio, jakby jeszcze było lato, albo zbyt ciepło jakby już była ciężka zima. Te wszelkie kurtko - bluzy, jakieś szaliki i rękawiczki. Tak tak, już to widziałam.

Gdy zobaczyłam przebiegającego niedaleko faceta (ok. 40-stki) w stroju do joggingu, a obok idącą starszą parę w grubszych paltach (ona w futrzanym kołnierzu), od razu w oczy bije kontrast. Wydaje się, że biegacz i starsza para wzięli się z dwóch różnych światów. W rzeczywistości jednak widać tu grę genów. Widać tu wtrącanie się natury. Porównać to można do sposobów w jaki ludzie wykonują codzienne czynności i obowiązki i jak na to reagują ich organizmy. Jeden cierpi po zjedzeniu ciężkich produktów, na innym taki posiłek nie robi wrażenia.

Świat to teren zapełniony indywidualnościami pod każdym względem. Pod względem dziedziczności, hormonalnym, fizycznym, psychicznym (stres), dietetycznym i ruchowym. Jest tego trochę. I Biologia jako nauka pokazuje te indywidualności naszych organizmów. Ni mniej i więcej, oznacza to, że "w stosunku do nikogo z nas nie da się stosować średniej miary". Mówię tu o zawartości tlenu, pierwiastków, minerałów i witamin w organizmie, który to organizm (każdy) ma swoją indywidualną charakterystykę dla stanu fizycznego ciała w danej chwili. W tym właśnie momencie. 

Jeżeli choć trochę, w podstawowym wymiarze, znamy siebie, jeżeli na bazie tej wiedzy dbamy o siebie, nasze zdrowie tylko nam podziękuje. Jest oczywiście wybór. Możemy je zlekceważyć, albo postępować zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i zaleceniami specjalistów. Ludzki organizm śmiało można porównać do komputera. Nawali jeden segment, z czasem gdy nie zareagujemy, posypie się reszta. Nie chcę się wymądrzać, uważam tylko, że zmiana pory roku może być pretekstem do zwrócenia uwagi na siebie. Ziarno wcześniej zasiane, czyli np. profilaktyka, skutkuje dobrym stanem zdrowia.

Innymi słowy - stan Twojego umysłu ma przeogromny wpływ na kondycję ciała. Jeżeli zostaje zachowana równowaga, jeżeli żadne choróbsko nam nie dokucza, czy nie czujemy się wtedy wręcz szczęśliwi? A może nawet i błogo. Medycyna milczy na ten temat. Lekarz też Ci tego nie powie. Czego? Ano tego, że radość niesie sobą pełną gamę doznań. W pełni intensywnych. Wybierajcie! Gdy czujesz się szczęśliwa, żadna przeszkoda Ci nie straszna. Gdy czujesz się szczęśliwa, czujesz się silna, spokojna, pogodzona z wszechświatem. Cokolwiek to znaczy.

W takim stanie pokonujesz życiowe szczyty, czujesz się pewniej, nie masz żadnych lęków, bo wiesz, że jesteś nie do pokonania. Warunek - zdrowie to Twój żywotny priorytet. 

PS - tak w razie czego informuję Kochane, że może się tak zdarzyć, iż z powodu fiksów komputera lub internetu, nie będę mogła pisać postów. Dzisiaj się udało. Nie wiem jak będzie dalej. Udaję, że jestem cierpliwa. Pomoc w osobie mojej pani Sylwii dotrze dopiero po niedzieli. Póki co będę się kontaktować przez komórkę, na ile się da. 

H A L L U K S Y

Z powodu koślawych paluchów mam to "szczęście" zaliczać się do grupy osób cierpiących, jak się okazało, na najbardziej powszechną współcześnie dolegliwość ortopedyczną, jaką jest halluks (łacina). To choroba zwyrodnieniowa stopy, spowodowana deformacją, polegającą na usztywnieniu się palucha w jego stawie podstawnym. Wtedy mamy do czynienia ze skróceniem ścięgien palucha, przez co nie może się on zginać. Na tę przypadłość cierpią zazwyczaj kobiety, większość po 50 roku życia. Mężczyźni stanowią niewielki procent (ok. 5%) wśród pacjentów.

Odkąd pamiętam, zawsze wiedziałam, że za swoją przypadłość mogę obwinić głównie genetykę, która jak wiemy jest dziedziczna. Jednak by być uczciwą muszę przyznać, że tryb życia jaki prowadziłam od dziecka, miał bardzo duży wpływ na kształtowanie się moich stóp. Kilkanaście lat baletu, potem całe lata bycia zawodniczką, a jeszcze potem praca, jaką sama sobie wybrałam. Sumując - właściwie to prawie cały czas byłam na nogach, a raczej na stopach. Dlatego uważam, że dodatkowo nabawiłam się skłonności do deformacji przodostopia (termin medyczny). 

Mam tak zwaną stopę egipską (jak egzotycznie to brzmi, prawda?), czyli taką, kiedy pierwszy palec (paluch) jest dłuższy od pozostałych, malejących proporcjonalnie w stosunku do siebie. Zatem z łatwością choćby z tego powodu moje paluchy krzywiły się. Nie pomagały im również latami noszone przeze mnie klasyczne szpilki, które wprost uwielbiałam. Pocieszam się czasami, że nie tylko ja mam takie stopy. Jestem częścią około 50 – 70% szczęśliwców populacji europejskiej. To zaskakujący wynik, świadczący o powadze tematu.

Poprzez prowadzenie takiego, raczej sportowego trybu życia, spowodowałam nadmierne obciążenie śródstopia obu moich stóp i paluchów, co zaburzało przez te lata biomechanikę chodu. Pamiętam powiedzenie, że gdy kobieta zakłada szpilki, od razu jej sylwetka prostuje się. Wygląda wtedy zgrabniej, szczuplej i sprawia wrażenie wyższej niż jest. Jakby zgoda. Ale chodzi wtedy na palcach. Cały czas przez wiele godzin. Latami. Jej stopy latami cierpią, bo nie jest to jej poprawne ułożenie. Raczej wymuszone niż poprawne. No, ale co tam, byle wyglądać.

Dopiero gdy zaczyna boleć i gdy z boku stóp pojawiają się widoczne wyniosłości, zaczynamy rozumieć o co chodzi. Nie jest za wesoło, gdy w trakcie samego poruszania się, buty ciągle drażnią te same miejsca, co jeszcze potęguje ból. Na domiar złego pokazują się obrzęki, przednia część stopy robi się szersza, naskórek, a raczej jego warstwa rogowa "grubieje", cała podeszwy stopy "piecze",  a duży palec "rwie" ile wlezie. O chodzeniu wtedy zapomnij, a do głowy, chyba każdemu, przychodzi milion pomysłów, co z tym fantem zrobić. Najlepiej jak u Kopciuszka, odciąć palec.

Raz tylko dopadło mnie wszystko na raz, ból palca, sztywnienie całej stopy i miałam wrażenie, że zaraz wszystkie palce powykręcają się. Instynktownie wsadziłam stopy do miski z zimną wodą. Ulga na miarę ekstazy, mówię Wam. Dodam tylko, że nie na każdą osobę zadziała zimna woda. Inne muszą ratować się ciepłą wodą, okładami, masażem, smarowaniem odpowiednimi maściami. I koniecznie niektóre osoby muszą unikać chodzenia boso. Szybciej palce drętwieją i szybciej dopada ból. Tak miała moja znajoma. Myślę, że żaden przypadek nie jest w 100% książkowy.

Co osoba, to ciut inna historia. Jedno jest pewne na pewno - że rozwinął się stan zapalny torebki stawowej stawu śródstopno-palcowego palucha, że przynajmniej w większości przypadków występuje trudność z wyprostem w stawie skokowo-goleniowym, że mięśnie łydek cierpią, bo napinają się nie tak jak powinny, i że ciągle mamy uczucie zmęczenia stóp. Wtedy dochodzi do patologii wzorca ruchowego. Wtedy to ma prawo cierpieć całe nasze ciało, nie tylko układ kostny, ale i mięśniowy. Ułożenie samych paluchów regularnie zmienia się, gdy nic z tym nie robimy.  

Narośl na stopie czerwieni się jak burak ze wstydu. Gdy z czasem dochodzi do stanu jeszcze bardziej zaawansowanego, jak paluch nachodzący na drugi czy nawet trzeci palec, stopa wygląda okropnie. Chodzenie w sandałkach odpada, bo wszystko widać. Dla kobiety to tragedia. To koniec świata. Kilka moich byłych pacjentek poddało się odważnie operacji chirurgicznej. Przecierpiały 3 miesiące, ale potem nosiły te sandałki. Tylko u jednej z pań ścięgno trochę poluzowało i w związku z tym palec "leciał" na drugi. Już tego nie poprawiła. Ja stchórzyłam.

Zamiast operacji, przez ostatnie lata stosuję wkładki ortopedyczne. Palec nie dokucza już od dłuższego czasu. Staram się też chodzić w odpowiednich butach, adidasy, espadryle, lub na lekkim koturnie. Szpilki leżą grzecznie w szafie, ułożone w kartonie. Gdy byłam na kontroli u zaprzyjaźnionego od lat ortopedy, powiedział, że dobrze, że stosuję tzw. leczenie zachowawcze. Krótko mówiąc, polega ono na zmianie trybu życia poprzez kontrolę aktywności fizycznej, na zmianie obuwia właśnie, na dobranej indywidualnie rehabilitacji i oczywiście na zredukowaniu masy ciała. 

Wszystko przez te paluchy. No cóż, bardzo tego pilnuję bo nie chcę, by znowu ból mnie dopadł. Gdybym tego nie robiła, możliwe, że i inne stawy zostałyby zaatakowane. To już reguła. Zaczyna się od stawu skokowego i gdy dalej bagatelizujemy zdrowie, stan zapalny idąc przez stawy kolanowe może dopaść biodra, mówiąc obrazowo. Gdy źle chodzimy szukając wygodniejszej dla nas pozycji, nasza miednica zaczyna to odczuwać, a potem to odczucie przerzuca na kręgosłup. Dzieje się, jak w przysłowiowym łańcuszku. A przecież na początku bolał nas tylko paluch, prawda? 

By uniknąć zabiegu chirurgicznego, bo ostatnią rzeczą jest nóż chirurga jak wszystko inne zawiedzie, trzeba postępować racjonalnie, zgodnie z zasadami. Po coś je w końcu wymyślono. 

I tak na marginesie - zwróćcie uwagę Drogie Kobiety na to, ile czasu w skali życia, poświęcamy na pielęgnację twarzy, włosów, paznokci czy na dobór ciuchów? A ile czasu poświęcamy stopom? 

MORSOWANIE

Zadzwoniła do mnie jedna z gabinetowych pacjentek. Od razu chciała się pochwalić, że zaczęła przygodę z morsowaniem. Opowiedziała mi, że był to czysty przypadek. Po prostu któregoś dnia wybrała się na dłuższy spacer. Gdy dotarła do ulubionego miejsca, nad rzekę, zobaczyła grupkę osób, które zachowywały się wg Niej, nieco dziwacznie. Zaczęła się przyglądać, chyba zbyt nachalnie, bo jeden pan zapraszająco machnął ręką w jej kierunku. Podeszła. I dowiedziała się, że to grupa dobrych znajomych, która zajmuje się morsowaniem.  

Od słowa do słowa, sporo dowiedziała się na ich temat. Że już od 3 lat spotykają się w tym miejscu i gdy przyjdzie pora, morsują. Czyli zanurzają się w wodzie po szyję na kilka minut i... wychodzą. Żadna z osób od tej pory nie chorowała. A jeżeli już, to bardziej łagodnie. Nie było o czym mówić. Wszyscy są seniorami i mając dużo wolnego czasu, mogą już teraz przygotowywać się na zimę, powoli planować to, co wtedy będą robić. Mojej byłej pacjentce niemal z marszu spodobało się wszystko co usłyszała. Wraz z rozmową, nabierała coraz większej ochoty, by samej spróbować.

Już wcześniej zastanawiała się nad morsowaniem, nawet miałyśmy kiedyś okazję o tym porozmawiać w gabinecie, ale chyba jeszcze nie dorosła, by wtedy się odważyć, powiedziała. Uznałam, że to bardzo dobry pomysł, i jeżeli czuje się na siłach, niech wraz z nowymi znajomymi przygotowuje się na sezon i spróbuje. Inaczej nie przekona się, czy podjęła właściwą decyzję. Tak z Nią rozmawiając, sama zaczęłam się nad tym zastanawiać. Może i ja spróbuję? Do tej pory nie interesowało mnie moczenie się w zimnej wodzie, bo wiedziałam, jakim jestem tchórzem. Nadal jestem.

Ale jak sama nie posłucham własnej rady, to też nie będę miała okazji przekonać się na własnej skórze, jakie korzyści płyną z morsowania. Wszystko przede mną i przed moją byłą pacjentką, teraz znajomą, z którą od momentu zamknięcia gabinetu, cały czas utrzymuję znajomość. Poprosiłam Ją, by zabrała mnie na następne spotkanie z morsami. Trzeba zrobić pierwszy krok. Zgodziła się bardzo chętnie, a ja ucieszyłam się. Znowu coś nowego na horyzoncie. Ponieważ na morsowaniu znam się tylko teoretycznie, chętnie sprawdzę w praktyce jak to jest.

Obym wytrwała w swoich planach do zimy. 


Wiem, że morsowanie trzeba obowiązkowo zacząć od porządnej rozgrzewki, wtedy łatwiej wchodzi się do lodowatej wody. Jeśli są to pierwsze kroki w morsowaniu, należy wiedzieć i pamiętać o odpowiednim wyposażeniu na tę okoliczność - o stroju do morsowania, o butach z pianki neoprenowej, o czepku, bieliźnie na zmianę, czapce i rękawiczkach, ręczniku i o pojemniku z ciepłym napojem. Ewentualnie o macie do ćwiczeń. Więcej powinnyśmy dowiedzieć się już na spotkaniu. Nasi nowi znajomi, doświadczeni w morsowaniu, udzielą wskazówek i na spokojnie przeprowadzą nas przez proces inicjacyjny. 

Już się boję. Ale, co tam! Wydaje się, że damy radę. Na pewno będzie fajnie i przyjemnie. Po naszej rozmowie przeszukałam internet na temat morsowania. Sporo tam wiedzy. Sporo różnych rad od różnych osób, na przykład jak i kiedy rozpocząć morsowanie? Dowiedziałam się, że najlepiej późną jesienią, bo woda nie jest wtedy za zimna. Czyli nasze pierwsze morsowanie mogłoby odbyć się już tej zimy. Zanim wejdzie się do wody, trzeba przedtem intensywnie pomachać trochę ramionami i nogami. Czyli pogimnastykować się. Podczas ruchu stopniowo ściąga się z siebie ubrania. Brrr...! 

Pierwsze zanurzenie trwa góra do 30 sekund. Ostrożności nigdy za wiele. I tak powinno się poczuć, o co w tym chodzi. Wraz z nabywaniem doświadczenia, długość kąpieli jest krok po kroku wydłużana, nawet do kilku minut. Gdy wyjdzie się już z wody, trzeba się dobrze wytrzeć do sucha i ponownie rozgrzać. "Mors" z doświadczeniem może powtórzyć kąpiel jeszcze raz. Osoba początkująca jak ja i jak moja znajoma, zadowala się tylko jednym wejściem do wody. Morsowanie w żaden sposób nie zagraża życiu czy zdrowiu pod warunkiem, że ten "zabieg" wykonuje się prawidłowo i zgodnie ze sztuką. 

Oczywiście, są również przeciwwskazania, a komplikacje pojawiają się tylko i wyłącznie wtedy, gdy nie przestrzega się podstawowych zasad kąpieli zimowych. Czyli np. siedzisz za długo w wodzie, może dopaść Cię gorączka, przeziębienie, a nawet zapalenie płuc. Lepiej więc uważać.

Zalety morsowania: 

-  redukowany jest stan zapalny w organizmie

- przypływ energii po kąpieli w ziemnej wodzie 

- szybsza regeneracja po wysiłku

- podobno odwraca skutki otyłości (metabolizm)

- zimno wydziela miokiny (prozdrowotne białka) 

- poprawia (podobno) odporność

- wpływa na stan i wygląd skóry

- u sportowców poprawia regenerację

- wraz z dietą wpływa na bóle stawów (dna moczanowa)

- zmniejsza obrzęki

- poprawia nawet humor.


Nie ma tak, że "morsy" tylko morsują. Uprawiają również inne aktywności, przez co regularnie i przez cały rok dbają o dobrostan zdrowotny. To, nawet ja wiem bez szkolenia. Pilnują poprawnego odżywiania się i dużo czasu spędzają na powietrzu, cokolwiek by nie robili. Ich dobra kondycja pod każdym niemal względem, odporność i samopoczucie, to nie tylko efekt zimnych kąpieli, a reszta starań składających się na całość.

Pamiętacie może historię generałowej Zajączkowej (1754)? Wiecznie młodej i pięknej polskiej arystokratki i skandalistki? Zażywała kąpieli tylko w zimnej wodzie i nacierała się dodatkowo lodem. Jadła tylko zimne potrawy. Jeździła konno i podobno każdego dnia pokonywała kilkadziesiąt kilometrów spacerując. Mając 90 lat wyglądała najwyżej na 50. Sam mistrz Honoriusz de Balzak mówił o Niej, że "podrwiwa ze śmierci, śmieje się z życia".

Zanim zaczniemy morsowanie, musimy się upewnić, że możemy to robić, że nie ma żadnych przeciwwskazań. Jest jeszcze czas, by to załatwić. Ale zanim to się stanie, postanowiłam spróbować w domu chłodniejszych, a potem zimnych pryszniców. Tak m.in. będę się przygotowywać do godziny... zero. Myślę, że razem ze znajomą będziemy się motywować. Jak mi będzie szło, dam znać za jakiś czas. 

PRAWIDŁOWE stawianie stóp

Dzisiaj swoim zwyczajem znowu gapiłam się na ludzi. Miałam okazję ku temu, ponieważ wracając z ryneczku z zakupami o tzw. seniorskiej porze, mogłam napatrzeć się szczególnie na zbliżone wiekiem kobiety, jedne z pełnymi siatkami, inne z wózeczkiem na zakupy ciągniętym za sobą, a jeszcze inne przechodzące między stoiskami i oglądające towar. Większość z nich łączył wspólny mianownik - sposób chodzenia, a konkretnie sposób stawiania stóp. Było na co patrzeć. Im więcej patrzyłam, tym częściej kręciłam (w myślach) głową z niedowierzaniem.

Osoby starsze w ogóle nie dbają o poprawną postawę. I nie można tego tłumaczyć, że w nadmiarze codziennych obowiązków, zapomina się o sobie. Zapomina się, jak poprawnie powinno się stawiać stopy. Odkąd jako bardzo małe dziecko uczymy się chodzić, czyli już na starcie życia, każdy z nas powinien być kontrolowany pod tym względem przez opiekunów. Wraz ze wzrostem, z wiekiem i przez następne lata, korygując postawę pilnujemy, by nie dochodziło do krzywizn, a w najgorszym przypadku do patologii. Gdy rodzice tego nie pilnują, mamy duży kłopot.

Gdy potem w dorosłym życiu sami tego nie dopilnujemy, będziemy mieć jeszcze większy kłopot. Pokrzywiony kręgosłup, schorowane słabsze stawy, mięśnie jako naturalny gorset nie spełniające swojej roli. Wynik - częściej chodzimy do specjalistów (jeżeli chodzimy), wydajemy sporo pieniędzy, poświęcamy czas (jeżeli poświęcamy), a na dodatek nasza strefa komfortu jest jakby upośledzona. Zbyt wielu rzeczy o własnych siłach, nie możemy wtedy zrobić. Weźmy takie wyjście po zakupy. Szybciej się męczymy, bo źle stawiamy stopy.

Pani, którą wyjątkowo długo dyskretnie obserwowałam, stawiała stopy palcami na zewnątrz. Bardzo mocno na zewnątrz. Po sposobie poruszania się poznałam, że na pewno dokuczają Jej stawy kolanowe, wysunięte ku tyłowi biodra, nadmiernie pochylona do przodu górna część ciała. Do tego znaczna nadwaga. Jej chód przypominał chód kaczki. Standard. Zauważyłam inne dolegliwości zdrowotne, np. duży kłopot z oddechem, a niedopasowany do aury ubiór i zbyt duża temperatura na zewnątrz dopełniały całości. Pani co kilka kroków przystawała. Po prostu musiała.

Według mnie, przez lata wypracowała sobie sama to, co ma. Bolące stawy, koślawe kolana, krzywy kręgosłup i ten charakterystyczny męczący chód. Wpadła w rutynę. W przyzwyczajenie, tak groźne dla zdrowia. Do głowy Jej pewnie nie przyszło, że źle chodzi. Wiele osób tak ma. Zbyt wiele. Wychodzą z założenia, że w życiu ma być WYGODNIE, a nie POPRAWNIE. Gdy czasami zwracam uwagę, robią wielkie oczy, a ich zdumienie przekracza Rubikon. I wtedy znowu kolejny raz, zadaję sobie wciąż to samo pytanie, jak można tak nieodpowiedzialnie postępować? Mamy XXI wiek, a ludzie... ech, szkoda gadać. 

Wychodzi mi, że prawidłowy wzorzec chodzenia jest dzisiaj umiejętnością nad umiejętnościami. Nie każdy ją posiada mimo, że to czynność naturalnie funkcjonalna, genetycznie nam jako człowiekowi przypisana. Każdy z nas bez wyjątku powinien wiedzieć, dlaczego tak ważne jest poprawne chodzenie. Obudzony o 12-stej w nocy ma deklamować na jednym oddechu, że poprawne chodzenie ma wpływ na postawę całego ciała i na stan zdrowia. Kropka. Ale człowiek ma to gdzieś. Łatwiej mu popadać w złe maniery, niż korygować postawę. Tak już ma. 

Głupi człowiek. Woli chwalić się urazami, kontuzjami, zaburzeniem równowagi i struktur narządów ruchu. To, jak się poruszamy ma ogromne znaczenie, ponieważ poruszając się pracujemy całym ciałem. Że powtórzę - całym ciałem, nie tylko nogami i przez całe swoje życie, w czasie którego zmienia się przecież wzorzec poruszania się. Dodam, zależny od wielu uwarunkowań. W momencie poruszania się, ważne są stopy, jak nie najważniejsze, bo dźwigają ciężar naszego ciała. To tak oczywiste jak to, że słońce wschodzi i zachodzi. I nie powinno to nikogo dziwić.

Zatem - stopy należy ustawiać równolegle względem siebie. Wtedy siły, działające na stawy bezpiecznie dla nich się rozłożą. Nie poruszamy się z palcami stóp skierowanymi na zewnątrz (supinacja) lud do wewnątrz (pronacja). Idziemy do przodu kierując palce stóp również do przodu. Tylko i wyłącznie. Zachowujemy wtedy prawidłową sylwetkę i nie grożą nam żadne kontuzje. 

ZASADY:

1. Kupuj tylko dopasowane obuwie, od tego zależna jest mechanika chodu.

2. Poruszaj się całym ciałem, odpowiednio nim balansując zachowujemy równowagę.

3. Stopy stawiamy prosto, unikamy przez to przyszłych problemów stawowych

4. Dobrze jest regularnie ćwiczyć, poprawiasz kondycję mięśni i stawów.

5. Nie trzymaj za sztywno głowy, chód przez to będzie lżejszy, swobodniejszy.

Gdy się nie dostosujesz, ponosisz konsekwencje:

- utrata swobody ruchu

- ograniczenia motoryczne

- wydłużanie stawów i napięcia w nich 

- słabe mięśnie

- zapadnięcie klatki piersiowej

- przykurcze kończyn dolnych

- przygarbione plecy

- patologia ruchowości stawowej

- deformacje (zrotowania) elementów kostnych względem siebie 

- możesz mieć do czynienia z wadą pracy narządów ruchu, innymi słowy Twoja kompensacja posturalna szwankuje, bo nie używasz ciała tak jak się powinno  używać.


WNIOSEK - zbyt częste uleganie niezdrowym nawykom ruchowym doprowadza do nieuniknionego. Wyglądasz jak Ptyś, a chodzisz jak kaczka, bo przez całe życie lekceważysz swój wzorzec ruchowy. Za długo siedzisz, za długo leżysz. Zatem śmiało kogoś takiego, zamiast homo sapiens, możemy nazwać homo sedentarius (człowiek siedzący). 

WNIOSEK II - skoro na nic nie jest za późno, zacznij poruszać się poprawnie, stawiając stopy równolegle i palce kieruj do przodu. Najpierw stawiamy piętę potem palce. Pięta palce. Pięta palce. Pięta... palce... 

SENIOR - odwodnienie organizmu

Organizm starszego człowieka składa się z ok.60% wody. Panie seniorki, z racji większej ilości tłuszczu oraz zazwyczaj mniejszej masie mięśniowej, "cieszą" się nieznacznie mniejszą ilością wody od panów seniorów. Woda jest niezbędnym składnikiem dla życia. Wiemy to już od podstawówki. Wszystkie organizmy jakie żyją na Ziemi, mają wodę. Prawidłowe nawodnienie zachowuje sprawność wszystkich naszych narządów i układów, zachowuje również nasze dobre samopoczucie. Ciało ludzkie, poprzez procesy metaboliczne, produkuje ok.300 ml wody, pozostałą część ciągłym procesem musimy regularnie uzupełniać.

Bardzo często senior słyszy, jak bardzo niebezpieczny dla jego zdrowia jest odwodniony organizm. Wynika on z za małej ilości wypijanej wody. Z powodu zbyt rozregulowanej pracy jelit. Nadmiernego pocenia się. Z powodu przyjmowania leków moczopędnych. Z powodu chorób takich, jak na przykład cukrzyca. Jest też coś takiego, jak nadmierna podatność na odwodnienie bez szczególnego powodu. Ja myślę, że ta podatność, spowodowana jest nieodpowiednim stylem życia, nieodpowiednim odżywianiem się, czyli ogólnym brakiem kontroli nad sobą.

Wiemy przecież, nie tylko z teorii, że tzw. "mechanizm odczuwania pragnienia" słabnie z latami. Z czego nie każdy zdaje sobie sprawę. Im bardziej przybywa nam lat, tym bardziej nasz układ nefrologiczny staje się coraz mniej wydajny. Ilość wody w organizmie zmniejsza się, nerki nie oczyszczają już krwi z toksyn tak, jak to bywało wcześniej. To oznacza, że z powodu niedostatecznej zawartości wody, nie są w stanie "efektywnie koncentrować moczu w mniejszej ilości wody", przez co właśnie seniorzy tracą więcej płynów. Stan taki odbija się na zdrowiu, czego na pewno nikt z nas nie chce.

By uniknąć kłopotów, należy nawadniać organizm, by ciśnienie tętnicze krwi utrzymać na odpowiednim poziomie, by uregulować puls. By uniknąć również innych nieoczekiwanych zdarzeń, jak problemy ze świadomością, czy utrata przytomności. Tak, odwodnienie organizmu jest dla seniora groźne. Gdy nie będzie ono kontrolowane, będzie się pogłębiało, stwarzając tym samym zagrożenie nawet dla życia. Ktoś zapyta - to ile wody należy wypijać w ciągu dnia? Tyle, ile możesz. Tyle, ile zdołasz. Ale nie pijmy na potęgę, tylko dlatego, że tak nam inni doradzają. Albo, że tak napisano w internecie.

Słowem - pijemy tyle, ile potrzebujemy. Ale uwaga - nie wpadajmy w odwrotne skrajności. Nie tłumaczmy się, że nie pijemy, bo nam się nie chce, albo że zapominamy. To dziecinne. MUSIMY obowiązkowo kontrolować ilość płynów w organizmie, ponieważ leży to w naszym żywotnym interesie. Kropka. Pijemy więcej niż to norma wykazuje wtedy, gdy zauważymy, że coś złego dzieje się z naszym organizmem. Osłabienie, bóle głowy, skurcze mięśni, suchość w ustach, nadmierna senność, z niewiadomego powodu rozdrażnienie, albo ciemne zabarwienie moczu. Te objawy świadczą o tzw. umiarkowanym odwodnieniu. 

To jeszcze nie alarm, ale nasza czujność jest tu wskazana, by nie doprowadzić do jeszcze bardziej poważniejszych symptomów odwodnienia: gwałtownego spadku ciśnienia krwi, silniejszych skurczów mięśni kończyn, żołądka, pleców, dokuczliwszych wzdęć brzucha, albo zmniejszenia elastyczności skóry. Tak, na skórze od razu widać co dzieje się z naszym organizmem. Dzięki odpowiedniemu odżywianiu się (procesy trawienia) i nawadnianiu, oszczędzimy sobie zaparć, a nasze funkcje życiowe będą lepiej działać. Codzienne kontrolowanie moczu również pomaga (kolor powinien być jasnożółty tzw.słomkowy).


Musimy wiedzieć, że odwodnienie wiąże się nie tylko z upalnymi miesiącami. Zagraża nam przez cały rok. Zatem zauważenie odwodnienia u osób starszych może być wyjątkowo trudne, ponieważ charakterystyczne dla niego objawy mogą zostać zinterpretowane jako typowe dla przebiegu innych chorób, często dotykających seniora.

PODSUMOWANIE:

1. Proces starzenia się skutkuje mniejszą ilością wody w organizmie.

2. Praca narządów wewnętrznych jest ograniczana.

3. Zmniejszana jest sprawność nerek i uczucia pragnienia.

4. Różne choroby i dolegliwości i przyjmowane w związku z tym leki, generują odwodnienie organizmu.

5. Może wystąpić zaburzenie widzenia.

6. Tak zwana plastelinowata skóra.

PAMIĘTAJ:

1. Osoba starsza należy do grupy szczególnego ryzyka.

2. Jeżeli nie przepadasz za piciem wody, wzbogać swoją dietę w owoce, warzywa, wyciskane soki, ziołowe herbatki czy zupy, bowiem dostarczają one wody i wielu składników mineralnych. 

3. Swoją dietę dopasuj do poziomu swojej aktywności fizycznej.

4. Kontroluj ilość wypijanej kawy i mocnej herbaty. Nadwyżka tych płynów wpływa na działania moczopędne w organizmie i powoduje jego odwodnienie.

5. Zadbaj o siebie szczególnie w upalne dni.

Jak wynika z powyższego, regularne nawadnianie to klucz do utrzymania całego naszego organizmu na odpowiednio równoważnym poziomie. Zwróćmy uwagę, że Nauka mówi swoje, a w życiu jest jak jest. W dobie ostatnich dziesięcioleci bardzo zmienił się styl życia seniorów. Współczesny 60-latek i plus, wcale nie wycofuje się z aktywności zawodowej czy towarzyskiej. Wręcz przeciwnie, bardzo chętnie podejmuje dodatkową aktywność, bardzo chętnie korzysta z życia. Bierze czynny udział w różnego rodzaju klubach. Uprawia sport, udziela się charytatywnie, chętnie działa gdziekolwiek jako wolontariusz. 

Bardzo często Babcie i Dziadkowie opiekują się wnukami, a przecież wiadomo jak trudno jest nadążać za dziećmi. W natłoku codziennych obowiązków, osoby starsze łatwo zapominają o sobie. Zaniedbują więc swoje sprawy, między innymi prawidłowe nawodnienie organizmu. Dobrze jest zatem wypracować sobie nawyk picia wody. To naprawdę nie jest takie trudne, jak się wydaje. Wystarczy tylko poświęcić SOBIE więcej uwagi, by coś, co na początku lekceważymy, nie stało się z czasem bardziej dotkliwe.


Nawet niewielkie zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej, może u seniorów doprowadzić do zaostrzenia chorób na które cierpią, albo co gorsza, rozpocząć inny groźny proces chorobowy. U osób po 65 roku życia, niestety, o wiele częściej zauważa się to zjawisko. Częściej, niż mogłoby się nam wydawać. Dlatego lekceważenie czegokolwiek w starszym wieku, jest wysoce niepożądane. 

ANTYszczepionkowcy

Nie rozumiem tego, jak można być niepewnym co do szczepień, albo się ich bać. Mamy 2021 rok i od czasów jaskiniowych trochę wieków upłynęło. Powinniśmy więc już mieć wyrobione zdanie na temat ochrony zdrowia i życia. Ale nie! Zawsze znajdzie się ktoś, kto podważa argumenty > za <, nie podając swoich. Antyszczepionkowcy zachowują się dzisiaj jak dzieci - "nie, bo nie". 

Interpretują potrzebę szczepień jakimś wypaczonym poglądem na ochronę życia. Przedstawiają swoje opinie tak, że ja odbieram je jako nachalną manipulację. W internecie, na transparentach i w kategorycznych reakcjach słownych pełno jest ich haseł. Haseł przeciwko szczepieniom na covid-19. Bo to jest eksperyment, bo za krótko produkowano szczepionki, zatem za szybko wprowadzono je w obieg.

Moim zdaniem, sytuacja była nagła. Wirus rozprzestrzeniał się na świecie z szybkością błyskawicy. Na początku pandemii była to wręcz dramatyczna sytuacja. Zanim się uspokoiło, zanim szczepionki wprowadzono w życie, minęło parę miesięcy. Nie zdążono ich przetestować zgodnie z obowiązującymi na świecie przepisami. A i tak skutek jest zadowalający, ponieważ podano szczepionkę ogromnej liczbie osób.

Dane jakie codziennie są nam przedstawiane, udowadniają skuteczność, a więc zasadność działania, by zapobiec wielkiej tragedii. Oczywiście nikt nie wie co przyniesie nam najbliższa przyszłość. Nikt nie wie, bo nie jest jasnowidzem. Ani ci co się szczepią, ani ci co są anty. Faktem bezdyskusyjnym jest, że nie znamy do końca działań tych szczepionek, bo wciąż są w badaniu. Wiemy natomiast, że występują czasami skutki uboczne.

Ale większość z nich jest odwracalna, za to powikłania pocovidowe już nie są. Lekarze się uczą i są w stanie wskazać wystąpienia zagrożeń. Odpowiednio wtedy działają. Zapobiegawczo. Antyszczepionkowcy biorąc nie wiadomo skąd swoje "straszące" dane, nawet się nie zająkną, ilu z nich umiera na covid-19. Unikają prawdy jak ognia. Zatem, ich zachowanie nie jest manipulacją w czystej postaci?

Mają pretensje, że pod względem szczepień i pod względem noszenia maseczek, dokonano podziału społeczeństwa. Ale zapomnieli, że w Polsce szczepienia póki co, są dobrowolne. Każdy z nas ma prawo zdecydować. Zatem każdy z nas za swoją osobistą, niczym nie skrępowaną negatywną decyzję, ponosi osobiście konsekwencje. I jeszcze jedno - wiele razy widziałam i słyszałam w TV jak jeden z drugim mówią, iż nie obchodzi ich bezpieczeństwo innych.

I znowu zapomnieli biedni, że każde zachowanie działa w obie strony. Mnie też nie powinno obchodzić ich bezpieczeństwo. Kropka. Każdy MUSI zrozumieć, że żyjąc w grupie/społeczności, musi się mieć na uwadze dobro ogółu. Postawa jaką prezentują antyszczepionkowcy, to nic innego, jak ostatni stopień szczeniackiego zachowania. I to są dorośli ludzie, nie dzieci. Jaki więc ja mam obowiązek szanowania ich stanowiska? Żaden!

Moje zdanie jest takie Drodzy anty - absolutnie każdy człowiek na świecie powinien być zaszczepiony. Chodzi o globalne zdrowie nas wszystkich. Tyle. Ubolewam jednocześnie, że wśród przeciwnej grupy są też niestety lekarze, którzy również nie przedstawiają żadnego argumentu godnego lepszej sprawy. Nie przedstawiają, bo go nie mają. Zamiast zająć się wiarygodną stroną tematu, wolą zawzięcie manipulować utrzymując ten chaos.

Dorośli ludzie. Dorośli i wykształceni ludzie. Lekarze, prawnicy broniący antyszczepionkowców i duchowni deklarujący im wsparcie. Szkoda gadać! Oni wszyscy mają chyba jakiś ukryty cel, by tak się zachowywać, by utrzymywać dezorientację w społeczeństwie. Po co? pytam. Przynosi to przecież wielkie straty. Antyszczepionkowcy traktują tych zaszczepionych jak przeciwnika. Ludzie, przeciwnikiem jest tu wirus covid-19!

Dlaczego tego nie widzicie? Lepiej udawać i nie widzieć? Jest takie w Polsce powiedzenie - głupota nie boli. W swej głupocie wierzą, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa. To dlaczego 2% (albo więcej) pacjentów hospitalizowanych, umiera? Co, rząd manipuluje bo mu się tak podoba? Pamiętajmy, że pacjent hospitalizowany, to pacjent z ciężkim przebiegiem choroby. Co 4. z nich umiera.

Jak tu bronić tezy antyszczepionkowca, że nie ma zagrożenia. Dla mnie to o tych czterech zmarłych za dużo, a co dopiero 49-ciu (dane z dzisiaj tj.15 października 2021r.). A nie wiemy jeszcze jak długo organizm ludzki będzie zmagał się z różnymi powikłaniami choroby. Wiele osób nie może wrócić do pracy z tego powodu. A to rodzi kolejne problemy w skali państwowej. Finansowe problemy, jakby kto nie wiedział.

Co na to anty? Z charakterystyczną dla nich "szczerością" twierdzą, sorry ... oni wrzeszczą, że cała reszta sprzedała się korporacjom. Uznajmy na chwilę, że to prawda. Sprzedaliśmy się korporacjom. Wolę to i zdrową rodzinę, zdrowe wokół mnie społeczeństwo, niż oglądać jak umierają ludzie, bo zabrakło w narodzie rozumu. Zamiast szerzyć teorie spiskowe, poddaj się kolego/koleżanko szczepieniu. Oszczędzisz sobie i nam przykrego widoku własnej autodestrukcji.

Każdy myśli, że jest siłaczem, że nic złego nie spotka go w życiu. Bez wyjątku. Ja też tak myślałam, póki mnie nie dorwał covid-19. I nie miałam tak zwanych chorób towarzyszących. Codziennie, każdego dnia dowiadujemy się o coraz lepszej reakcji organizmu na szczepionkę. Jednocześnie podawane są dane na temat antyszczepionkowców. NAUKA na tu i teraz mówi, że nie zaszczepieni częściej zapadają na infekcję, że kilkadziesiąt razy częściej lądują w szpitalach z powodu wirusa.

Trzeba jedno zrozumieć obowiązkowo. Szczepionka nie chroni przed wirusem covid-19, raczej zapobiega przed cięższym przebiegiem choroby. Trzeba też zrozumieć obowiązkowo, że szczepienie to nie "ludobójstwo", jak głoszą hasła anty.  To raczej niedopuszczenie do siebie lekarza i próby leczenia się "domowymi sposobami" zazwyczaj źle się kończą. Doprowadzają do nieszczęścia. Znowu przypomniało mi się kolejne powiedzenie - głupich nie sieją, sami się rodzą.

Na tle akcji antyszczepionkowej widać jednak, że w Polsce całkowicie czyli podwójnie, zaszczepionych jest  połowa obywateli. Dlaczego tylko tyle? Co robi reszta? Wciąż się zastanawia? Wciąż się boi? Przecież ta reszta to nie są antyszczepionkowcy. Ich jest tylko mała garsteczka. Wojują dla samego wojowania. I nikt na to nie reaguje. Ci, co siedzą w domach i dalej zastanawiają się, też w sumie nie reagują.

A wystarczyłoby tylko przyswoić trochę elementarnej wiedzy. Z biologii. Z profilaktyki. Z medycyny. Wyedukowane społeczeństwo to dzisiaj w Polsce jednak rzadkie zjawisko. W oporności na merytoryczne argumenty i fakty bijemy rekordy. I niestety wciąż tkwi w nas niezrozumiała niechęć do gry zespołowej. Takiej dla wspólnego dobra. Polak, gdy się przeciwstawia, lepiej się czuje. Znani jesteśmy z tego na całym świecie.

I jeszcze na koniec. Ci antyszczepionkowcy zachowują się, jakby były ich miliony. A tak wcale nie jest. Stwarzają tylko takie wrażenie. Można by rzec, że w ich wrzasku leży siła. A jednak nie. Powrzeszczą, powrzeszczą i ucichną. Potem okaże się, że sami zaszczepią się po cichu i ze strachu. Chociażby dlatego, by przeżyć. Zostaną ewentualnie jakieś niedobitki. Tak jak i Wam drodzy, tak i im serdecznie życzę zdrowia.


       Szczepisz się - wygrywasz zdrowie i życie!

MÓJ KRĘGOSŁUP

Znakomita większość ludzkości cierpi  dzisiaj na bóle kręgosłupa i żyje w ciągłym strachu, kiedy znowu ten ból uderzy. Strach w związku z tym towarzyszy każdemu i na każdym kroku. Poruszamy się wtedy ostrożnie, sztywno i niezgrabnie, jak słoń w składzie porcelany. Choć nie możemy spodziewać się szybkiej poprawy stanu zdrowia, to jednak krok po kroku jest ona możliwa. 


Choroby i dolegliwości układu ruchu i kręgosłupa są poważnym problemem współczesnych społeczeństw. Są bardzo powszechne. Powodują na co dzień dyskomfort życia, co m.in. uniemożliwia pracę zawodową. Na liście chorób cywilizacyjnych kręgosłup znajduje się obok nowotworów, nerwic, miażdżycy, nadciśnienia, chorób autoimmunizacyjnych i innych.

Mimo tego ich znajomość wśród ludzi jest od tych chorób mniejsza, a profilaktyka ... szkoda gadać. Dlatego warto wciąż nagłaśniać ten temat tak, by docierał do coraz większej liczby odbiorców. Z racji swojego zawodu, miałam wiele razy do czynienia z osobami narzekającymi na kręgosłup. Sporo przypadków wynikało niestety z powodu wręcz dramatycznych zaniedbań.


Osoby te zgłaszały się po pomoc dopiero wtedy, gdy stan chorobowy nie pozwalał praktycznie na nic. Dopiero w cierpieniu przypominamy sobie, że mamy coś takiego jak kręgosłup, stawy, mięśnie. Niezwykle często zasadniczym problemem dolegliwości, jest problem natury mechanicznej. Czyli brak kontroli nad poprawną postawą na co dzień, skutkującą nieoczekiwanymi konsekwencjami. 

Wynikiem czego obserwujemy postępującą słabość pewnych mięśni w czasie, gdy inne mięśnie, ścięgna i więzadła są z powodu naszych zaniedbań skrócone i przykurczone. W takich przypadkach, gdy nie było przeciwwskazań, dobierałam indywidualnie niewyczerpujące ćwiczenia korygujące postawę, które bardzo często przynosiły ulgę. Oczywiście przy daleko idącej współpracy. 


Dochodziło do wzmocnienia wskazanych mięśni, rozluźniania przykurczów szczególnie w części lędźwiowo-krzyżowej. Przywracane było właściwe ułożenie odcinka lędźwiowo-krzyżowego i samej miednicy. Gdy nastąpiła widoczna poprawa i ustąpiły objawy dolegliwości, pacjentka miała obowiązek utrzymywać na co dzień poprawną postawę tak, by nie doszło do nawrotów.

Trzeba zwracać uwagę na to jak się chodzi, siedzi, stoi czy leży.  Należy zawsze kontrolować, jak wykonuje się swoje codzienne czynności. Trzeba nauczyć się unikać pewnych ruchów i gestów, które do tej pory były rutyną i które nadmiernie obciążały plecy. W tym temacie nigdy dość porad i rad wszelkiego rodzaju, dotyczących poprawnej postawy i aktywności ruchowej. Warto je brać sobie do serca.

Jedna z takich rad, to nie martwić się na zapas. Stres tylko pogorszy sytuację. Musisz wiedzieć, że napięcia emocjonalne przenoszą się na mięśnie, a napięte mięśnie często są przyczyną złego stanu kręgosłupa. Więc nie należy odwlekać wizyty u specjalisty. Gdy zwlekasz, sama sobie szkodzisz. Niestety znając życie wiem, że nie wszyscy w pierwszej kolejności przejmują się swoim zdrowiem.

Jednak spotykałam takie osoby, które przyjmowały rady. Niwelowały złe przyzwyczajenia i wprowadzały nowe. Codziennie znajdowały czas na zalecone ćwiczenia, w efekcie czego czują się dzisiaj o Niebo lepiej. Nie boją się też bo wiedzą, że kontrola nad własnym zdrowiem to ich żywotny interes. Ale ćwiczenie pleców to nie wszystko. Powyższe poprawia tylko ich kondycję. A przecież należy również zadbać o kondycję całego ciała.


A kondycja całego ciała wymaga regularnych treningów i to na tyle intensywnych, by spowodowały lekkie uczucie zmęczenia. Podziękuje Ci za to Twoje serce i nie tylko. Odpowiednia aktywność fizyczna przedłuża zdrowie i życie o parę lat. Ale pamiętaj by adrenalina Cię nie poniosła. Z powodu współistniejących chorób, które możesz mieć, zbyt intensywna aktywność nie jest wskazana. Może okazać się wręcz zabójcza. Ćwicz spokojnie i z głową.

Jednym z problemów bólu pleców jest otyłość. Więcej tkanki tłuszczowej wokół pasa (tzw.oponka) skutkuje większymi napięciami Twoich pleców. Muszę o tym wspomnieć, ponieważ ta przypadłość zwiększa obciążenie mięśni, które nie są przystosowane do takiej sytuacji. Jeżeli specjalista doradzi obniżenie wagi ciała, warto rozważyć bardziej intensywne treningi i odpowiednią dietę. Jeżeli nie ma przeciwwskazań. 


Zanim jednak zaczniesz trening, rozgrzej ciało stosując lekkie ćwiczenia, będziesz wtedy dobrze przygotowana do sesji. Przynosi to większą korzyść. Wiedz, że przygotowanie ciała do właściwej części treningu, jest czasami trudniejsze od samego treningu. Wymaga bowiem większej koncentracji i większego starania. Rozgrzewka przed treningiem to brak kontuzji i urazów. To komfort dla kręgosłupa.


PAMIĘTAJ:

1. Unikaj ćwiczeń, które bezpośrednio doprowadzają do przeciążenia pleców.

2. Zawsze mów sobie - wyprostuj się i wypychaj miednicę.

3. Gdy chodzisz, podnoś stopy.

4. Pochylaj się ze zgiętymi kolanami.

5. Unikaj wysokich obcasów.

6. Gdy siedzisz za kierownicą, odchylaj się do tyłu.

7. Gdy śpisz, zadbaj o poprawne ułożenie ciała.

8. Gdy coś podnosisz, podnoś właściwie.

9. Gdy odkurzasz , rób to na ugiętych kolanach.


Postawa, to ułożenie twojego ciała podczas odpoczynku i w czasie ruchu.

Wrażliwym miejscem pleców jest obszar pięciu kręgów lędźwiowych opartych na miednicy, odpowiedzialnych za przechyły do tyłu i do przodu. Ułożenie miednicy ma wpływ na pozycję dolnej części pleców.

Dobry sen przynosi plecom ulgę.

 Absolutnie nie wolno Ci samej decydować o tym, czy dana dolegliwość jest łagodnym przypadkiem. Gdy się jednak wahasz, idź lepiej do specjalisty.

Powyższe rady to elementarz Twojego zdrowia.

I jeszcze coś - cudów nie ma, cud ozdrowienia trzeba sobie wypracować. 


MENOPAUZA - tabu?

Słowo >tabu< nie jest nam dzisiaj obce. Często gości w wielu dyskusjach. Przez to słowo rozumiemy, że poruszane tematy są trudne społecznie. Lepiej jest milczeć, niż się wypowiadać. A co właściwie znaczy to określenie? Ludy pierwotne traktowały je jako zakaz religijny, wg którego nie można było nazywać ani dotykać pewnych przedmiotów. W owych czasach praktycznie wszystko było objęte >tabu<, święte, nietykalne. Czyli przekładając to na nasz język, nie poruszaj tematu zakazanego. Oczywiście, każda kultura ma swoją definicję.

Obecnie  >tabu<  nie jest traktowane jako bezwzględny zakaz. Jednak określony dystans do pewnych tematów jest wskazany. W zależności od danej kultury, co w moim kraju jest dozwolone, w innym będzie > tabu<. Mówimy tu o  normach społecznymi, kształtowanych latami, mających na celu ochronę społeczeństw przed czymkolwiek, co uznane zostało jako niebezpieczne. Przypomina to trochę definicję cenzury, w myśl której stosowany był i jest zakaz. Mimo, że  mamy tematy, o których społeczność niechętnie rozmawia, można zaobserwować rozluźnienie obyczajów.

Ludzie mają dzisiaj odwagę dyskutować na trudne tematy. Wiele jednak zależy od jednostki, od charakteru i wychowania. Są takie osoby, dla których nie ma tematów >tabu<. Inni, o bardziej konserwatywnych poglądach, nie zabierają głosu.  Mimo to  poglądy społeczeństwa ulegają zmianom. Coraz odważniej i coraz głośniej tu i tam, rozbrzmiewa chęć do debaty, by pokazać chociażby to, że gdzieś istnieje poważny problem.  Często chodzi o zdrowie fizyczne i psychiczne pacjentów,  chodzi o skuteczne reagowanie na przemoc.

Dużo czasu spędzamy na rozmowach o pracy czy polityce. Na pewno więcej, niż na rozmowach o menopauzie, o uzależnieniach czy innych ludzkich słabościach. Próba mówienia o tym otwarcie i bez skrępowania nabiera rumieńców. O skomplikowanych i wstydliwych problemach dowiadujemy się już we wszechobecnym internecie. Wydaje się, że już witamy się z "gąską", a jednak nie do końca. Fałszywy alarm. Znowu do głosu próbuje dojść cenzura w postaci edukacji. Czyli dzieci dalej będą uczyć się w szkołach, że je bocian przyniósł?

Co zatem z MENOPAUZĄ?  Czy kobiety dalej będą o niej rozmawiać szeptem? O szczegółach cyklu miesiączkowego, o zatrzymaniu funkcji prokreacyjnej i innych podobnych sprawach?  W Polsce tak już jest,  jak w wielu innych katolickich krajach, że babskie tematy wciąż są >tabu<.  Jakby menopauza była ujmą na honorze kobiet. A przecież jest to normalny, nadany przez Matkę naturę, proces fizjologiczny, trwający tylko kilka lat. Są oczywiście indywidualne wyjątki o dłuższym stażu zależne od czynnika genetycznego i stylu życia (np.palenie). 

Większość objawów to uderzenia gorąca, zaburzenia nastrojowe, bóle głowy. Medycyna ma na to radę, m.in. terapię hormonalną. Ale trzeba konsultować temat z lekarzem specjalistą. Mimo swoich poglądów, trzeba się zmierzyć z problemem. Osoby wstydliwe mogą iść do kobiety lekarza. Będą się czuć bardziej komfortowo. Kobieta lekarz z racji wrodzonej kobiecej delikatności, pomoże pokonać opory. Nawet te konserwatywne. Nie ma czego się bać. W końcu menopauza to kolejny etap w naszym życiu, mający tak wady, jak i zalety.

Wiecie, aż dziwne, że w XXI wieku nadal zachowujemy się jak za króla Ćwieczka. Musimy wiedzieć, że jak nie przeskoczymy tematu, problem nie zniknie, sam się nie załatwi. Zawsze też pomaga rozmowa z  bliską/zaufaną osobą, która ma za sobą to doświadczenie. Podpowie i doradzi, jak "bezboleśnie" wyjść z kłopotu. Wiem skąd inąd, że sporo kobiet mało wie o swoim ciele. Jakiekolwiek informacje niejedna z nas zdobywała w podstawówce i na tym się skończyło. Warto poszerzyć wiedzę we własnym interesie.

Zauważcie Drogie Panie, jak tematy  >tabu<  na nasze własne życzenie, utrudniają nam życie.  Wciąż, z powodu zwyczajnego niedoinformowania, jakby boimy się rozmawiać na niektóre tematy, traktujące o naszej intymności.  Tkwimy (nie wszystkie) w tej skorupie własnych przekonań, bo chyba tak same chcemy. Przypomnę tu przysłowie, które mówi, że "strach ma wielkie oczy". Czyżby?


Według chińskiej medycyny kobiety nie powinny przemęczać się w pracy, za to powinny regularnie ćwiczyć. Nie powinny pić alkoholu czy palić i o ile to możliwe unikać stresu, strachu i gniewu. Należy również spożywać jak najmniej produktów mlecznych (według najnowszych badań, spożywane w nadmiernej ilości mogą powodować odwapnienie kości). Szczegółowe zalecenia dotyczące diety najlepiej skonsultować ze swoim lekarzem.