Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ile kroków dziennie? część II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ile kroków dziennie? część II. Pokaż wszystkie posty

ILE KROKÓW dziennie? część II

Post "Ile kroków dziennie" (z 10.X.2021r.) zakończyłam tym, że wówczas byłam na etapie 5 500 kroków dziennie. Teraz mamy sierpień 2022 roku, a ja jestem zupełnie w innym miejscu. Te 5 500 kroków to wspomnienie i niech nim pozostanie, ponieważ nijak się ma do moich aktualnych rezultatów. Wtedy, wracając z treningu, ledwo weszłam do domu. Dzisiaj jest o wiele wiele lepiej. Spaceruję dłużej (sprzyja temu pogoda), skupiam się też na prawidłowym stawianiu stóp (mimo, że nie mam z nimi kłopotów) i odpowiednim napinaniu mięśni. Nie zapominam o oddychaniu. 

Na początku był jeden wdech na dwa kroki i jeden wydech na kolejne dwa. Po kilku miesiącach był jeden wdech na trzy kroki i wydech. Teraz jeden wdech na cztery kroki i wydech na kolejne cztery. Przy czym sam wydech wykonuję wolniej i spokojniej. Tu rada - trzeba kontrolować taki oddech, by sobie nie zaszkodzić. Zatem nie róbmy niczego za wszelką cenę. Lepiej trenować, nawet oddychanie, metodą małych kroków, niż potem niepotrzebnie cierpieć. Taką wypracowałam sobie kiedyś metodę, a teraz wróciłam do niej, testując na sobie własny pomysł. Idę i oddycham. 

Jeżeli wcześniej zacznie się chodzić z krokomierzem, z dnia na dzień można docenić, jakie to motywujące. Gdy przypomnę sobie, że w trakcie spaceru musiałam przysiąść na ławeczce by trochę odpocząć, a teraz o wiele dłuższą trasę pokonuję jednym "machem", sama sobie dziękuję. Za dobrze mi znaną dyscyplinę i wytrwałość, które dzisiaj nie są dla mnie tą "dyscypliną" i tą "wytrwałością". Te codzienne wypady to nie tylko obowiązek względem siebie, to też... normalna przyjemność. I to prawda, że chodzenie jest proste jak drut i nic nie kosztuje, każdy to wie kto spróbował, a ja sama to po sobie świadomie powtarzam. 

Ponieważ są wakacje, to od czasu do czasu dołącza do mnie mój wnuk, który okazuje się być wspaniałym towarzyszem tych "wypraw". Zwiedzamy razem, przynajmniej staramy się, każdy zakątek każdego parku w naszym mieście. Co któryś raz udaje się nam coś nowego odkrywać, coś, co interesuje nawet młodego. Dyskutujemy sobie o tym i cieszymy się swoim towarzystwem. Nagrodą za wysiłek jest drugie śniadanie w restauracji, którą wnuk wybiera. A więc przy okazji i restauracje zwiedzamy. Taki oto mamy swój rytuał. Powiem, że całkiem udana z nas "para lokalnych turystów".

Koniecznie też pochwalić się muszę wynikami moich starań. Długo mi zeszło, ale wreszcie zdecydowałam się przymierzyć spodnie, w których pierwszy raz wybrałam się na spacer z krokomierzem. Różnica 7 centymetrów w talii, po miesiącach wylegiwania się, to dla mnie oczekiwany sukces. No i waga ciała drgnęła. Może się to wydawać marnym wynikiem, ale po cowidzie który swego czasu średnio dobrze przeszłam, nie starałam się bić jakichkolwiek rekordów. No i odkąd przestałam pracować, przyznaję, że zachłysnęłam się "wolnością" i nic nie robiłam. Efekt - parę kilo za darmo mi przybyło.

Owszem, zwalam winę na spokojniejszy bez zawodowych obowiązków tryb życia, na legalne w związku z tym rozleniwienie i w ogóle na inne nastawienie na nową rzeczywistość. Nawet na adrenalinę, która wcześniej wydawała się jakby... obca. Więc te 7 cm. podziałało na mnie jak najbardziej pozytywnie i... jeszcze bardziej motywująco. Jest cel, jest co robić. Jest satysfakcja. Nie patrzę na to, jak na kolejną "modę". Nordic walking, jogging, jazda na rowerze, spacery zwykłe czy z krokomierzem, to dzisiaj norma. Nikogo dzisiaj nie dziwi osoba trenująca te sportowe dziedziny. Jest coraz więcej takich osób. I bardzo dobrze. Bowiem...


Wszak zawsze, poprzez trenowanie czegokolwiek, chodziło i chodzi o zdrowie, kondycję, poprawną postawę, dobre samopoczucie, przedłużenie młodości i... komfort życia z tego płynący. Czego wszystkim życzę.