Odkąd pamiętam, zawsze wiedziałam, że za swoją przypadłość mogę obwinić głównie genetykę, która jak wiemy jest dziedziczna. Jednak by być uczciwą muszę przyznać, że tryb życia jaki prowadziłam od dziecka, miał bardzo duży wpływ na kształtowanie się moich stóp. Kilkanaście lat baletu, potem całe lata bycia zawodniczką, a jeszcze potem praca, jaką sama sobie wybrałam. Sumując - właściwie to prawie cały czas byłam na nogach, a raczej na stopach. Dlatego uważam, że dodatkowo nabawiłam się skłonności do deformacji przodostopia (termin medyczny).
Mam tak zwaną stopę egipską (jak egzotycznie to brzmi, prawda?), czyli taką, kiedy pierwszy palec (paluch) jest dłuższy od pozostałych, malejących proporcjonalnie w stosunku do siebie. Zatem z łatwością choćby z tego powodu moje paluchy krzywiły się. Nie pomagały im również latami noszone przeze mnie klasyczne szpilki, które wprost uwielbiałam. Pocieszam się czasami, że nie tylko ja mam takie stopy. Jestem częścią około 50 – 70% szczęśliwców populacji europejskiej. To zaskakujący wynik, świadczący o powadze tematu.
Poprzez prowadzenie takiego, raczej sportowego trybu życia, spowodowałam nadmierne obciążenie śródstopia obu moich stóp i paluchów, co zaburzało przez te lata biomechanikę chodu. Pamiętam powiedzenie, że gdy kobieta zakłada szpilki, od razu jej sylwetka prostuje się. Wygląda wtedy zgrabniej, szczuplej i sprawia wrażenie wyższej niż jest. Jakby zgoda. Ale chodzi wtedy na palcach. Cały czas przez wiele godzin. Latami. Jej stopy latami cierpią, bo nie jest to jej poprawne ułożenie. Raczej wymuszone niż poprawne. No, ale co tam, byle wyglądać.
Dopiero gdy zaczyna boleć i gdy z boku stóp pojawiają się widoczne wyniosłości, zaczynamy rozumieć o co chodzi. Nie jest za wesoło, gdy w trakcie samego poruszania się, buty ciągle drażnią te same miejsca, co jeszcze potęguje ból. Na domiar złego pokazują się obrzęki, przednia część stopy robi się szersza, naskórek, a raczej jego warstwa rogowa "grubieje", cała podeszwy stopy "piecze", a duży palec "rwie" ile wlezie. O chodzeniu wtedy zapomnij, a do głowy, chyba każdemu, przychodzi milion pomysłów, co z tym fantem zrobić. Najlepiej jak u Kopciuszka, odciąć palec.
Raz tylko dopadło mnie wszystko na raz, ból palca, sztywnienie całej stopy i miałam wrażenie, że zaraz wszystkie palce powykręcają się. Instynktownie wsadziłam stopy do miski z zimną wodą. Ulga na miarę ekstazy, mówię Wam. Dodam tylko, że nie na każdą osobę zadziała zimna woda. Inne muszą ratować się ciepłą wodą, okładami, masażem, smarowaniem odpowiednimi maściami. I koniecznie niektóre osoby muszą unikać chodzenia boso. Szybciej palce drętwieją i szybciej dopada ból. Tak miała moja znajoma. Myślę, że żaden przypadek nie jest w 100% książkowy.
Co osoba, to ciut inna historia. Jedno jest pewne na pewno - że rozwinął się stan zapalny torebki stawowej stawu śródstopno-palcowego palucha, że przynajmniej w większości przypadków występuje trudność z wyprostem w stawie skokowo-goleniowym, że mięśnie łydek cierpią, bo napinają się nie tak jak powinny, i że ciągle mamy uczucie zmęczenia stóp. Wtedy dochodzi do patologii wzorca ruchowego. Wtedy to ma prawo cierpieć całe nasze ciało, nie tylko układ kostny, ale i mięśniowy. Ułożenie samych paluchów regularnie zmienia się, gdy nic z tym nie robimy.
Narośl na stopie czerwieni się jak burak ze wstydu. Gdy z czasem dochodzi do stanu jeszcze bardziej zaawansowanego, jak paluch nachodzący na drugi czy nawet trzeci palec, stopa wygląda okropnie. Chodzenie w sandałkach odpada, bo wszystko widać. Dla kobiety to tragedia. To koniec świata. Kilka moich byłych pacjentek poddało się odważnie operacji chirurgicznej. Przecierpiały 3 miesiące, ale potem nosiły te sandałki. Tylko u jednej z pań ścięgno trochę poluzowało i w związku z tym palec "leciał" na drugi. Już tego nie poprawiła. Ja stchórzyłam.
Zamiast operacji, przez ostatnie lata stosuję wkładki ortopedyczne. Palec nie dokucza już od dłuższego czasu. Staram się też chodzić w odpowiednich butach, adidasy, espadryle, lub na lekkim koturnie. Szpilki leżą grzecznie w szafie, ułożone w kartonie. Gdy byłam na kontroli u zaprzyjaźnionego od lat ortopedy, powiedział, że dobrze, że stosuję tzw. leczenie zachowawcze. Krótko mówiąc, polega ono na zmianie trybu życia poprzez kontrolę aktywności fizycznej, na zmianie obuwia właśnie, na dobranej indywidualnie rehabilitacji i oczywiście na zredukowaniu masy ciała.
Wszystko przez te paluchy. No cóż, bardzo tego pilnuję bo nie chcę, by znowu ból mnie dopadł. Gdybym tego nie robiła, możliwe, że i inne stawy zostałyby zaatakowane. To już reguła. Zaczyna się od stawu skokowego i gdy dalej bagatelizujemy zdrowie, stan zapalny idąc przez stawy kolanowe może dopaść biodra, mówiąc obrazowo. Gdy źle chodzimy szukając wygodniejszej dla nas pozycji, nasza miednica zaczyna to odczuwać, a potem to odczucie przerzuca na kręgosłup. Dzieje się, jak w przysłowiowym łańcuszku. A przecież na początku bolał nas tylko paluch, prawda?
By uniknąć zabiegu chirurgicznego, bo ostatnią rzeczą jest nóż chirurga jak wszystko inne zawiedzie, trzeba postępować racjonalnie, zgodnie z zasadami. Po coś je w końcu wymyślono.
I tak na marginesie - zwróćcie uwagę Drogie Kobiety na to, ile czasu w skali życia, poświęcamy na pielęgnację twarzy, włosów, paznokci czy na dobór ciuchów? A ile czasu poświęcamy stopom?