Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ODPUŚĆ dla własnego dobra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ODPUŚĆ dla własnego dobra. Pokaż wszystkie posty

O D P U Ś Ć... dla własnego dobra

Znowu mam temat, z którym postanowiłam się zmierzyć. Dotyczy każdej z nas, towarzyszy nam na co dzień, radzimy sobie z nim w różny sposób, a skoro tak, to i efekty naszych starań są różne. Chodzi o odpuszczenie swoich racji nawet wtedy, gdy ma się rację, gdy jest się święcie przekonanym, że ją się ma. Wiele zależy od rozmówcy, z którym toczy się słowne "batalie" w mniej lub bardziej emocjonalny sposób. Zależy też od tego,  czy łatwo same poddajemy się gdy czujemy, że nasze racje i argumenty nie spełniają swojego zadania. Co robimy, gdy trafiamy na mur nie do przebicia?

Znamy to, prawda? W miarę często doświadczamy "ciężkich" sytuacji w problematycznych rozmowach prowadzących niekiedy do konfliktów nawet wśród dobrych znajomych.  Każdy z nas ma prawo do swojego zdania/swojej opinii. Każdy z tego prawa korzysta, bo czemu nie? Pytanie - czy korzystamy z tego prawa zgodnie z regułami, czy naginamy je pod swoje widzi mi się? Kolejne pytanie - czy my w ogóle potrafimy rozmawiać szanując wzajemne opinie? Myślę, że inaczej to wygląda w wąskim gronie przyjaciół, a inaczej biorąc pod uwagę skalę ogólnopolską. 

Myślę też, że najbardziej trudne rozmowy, nawet te kończące się kłótnią, są nam potrzebne, ponieważ kształtują nasz osobisty rozwój. Pod warunkiem jednak, że takie spotkania są poprawnie rozgrywane. Pod warunkiem, że w tej wzajemnej komunikacji zachowujemy ogólnie znane nam kulturalne zasady. Że nie przekraczamy granic i nie zapominamy o wzajemnym szacunku. Mamy po to język, by się nim posługiwać tak, by nikogo w żaden sposób nie urażać, by rozmowa toczyła się w dobrej atmosferze, by potem można było z satysfakcją powiedzieć, że czas nie został zmarnowany.

Czasami trafiałam na trudnego rozmówcę. Pamiętam jak "gimnastykowałam się", by móc przemycić swoje przemyślenia, by móc przebić się przez słowotok interlokutora. Nie było to miłe. Za każdym razem nie było. Nawet myślałam, że chyba mam pecha trafiając na kogoś takiego. Wycofywałam się wtedy do tzw. "drugiego rzędu", by nie psuć sobie samopoczucia. Myślałam też, że żal mi kogoś takiego, kto nie dopuszcza do siebie innych opinii, kto jest przekonany, że zawsze ma rację. Tak więc był czas, kiedy unikałam takich spotkań, by nie narażać się na kaskadę cudzych oczywistości.

Myślałam, że nie ma sensu znosić na siłę niemiłej dla mnie "twórczości". Odchodziłam. A jak nie mogłam bo nie wypadało wychodzić, nie brałam w dyskusji udziału. Obserwowałam resztę towarzystwa, jak radzi sobie z atakiem uzurpatora. Nauczyłam się też powstrzymywać język, gdy czułam przez skórę, że mimo że mam rację, moja pozycja jest stracona. Jest jeszcze tak, że czasami nikt Cię nie słucha, nie chce poznać Twojej opinii i w brzydki sposób daje to publicznie do zrozumienia. Wtedy nasze samopoczucie walczy z czymś takim, oj jak walczy. Znam to. Doświadczyłam.

I wtedy na ratunek przychodzi nam zdrowy rozsądek. Niezawodny. Nakazuje odpuścić w myśl powiedzenia, że "mądry zawsze ustępuje głupiemu". Niech ten drugi cieszy się w swej głupocie póki może, nie zna bowiem dnia ani godziny, kiedy to samo dotknie jego. Zawsze tak jest, że prędzej czy później ktoś taki trafia na "lepszego" od siebie. W tym momencie przypomina mi się jeszcze inne powiedzenie - nie czyń drugiemu co tobie niemiłe. Pasuje, prawda? Z czasem nauczyłam się dyskutować po swojemu. Bez względu na to z kim miałam do czynienia, zachowywałam się kulturalnie.

Po prostu. Bardziej zależało mi na dobrej opinii towarzystwa, niż na wygraniu potyczki, na którą po czasie i tak kurz opada. Mam tak do dzisiaj. jest to dla mnie niezwykle ważne. Ponieważ chcę dobrze wyglądać we własnych oczach. Ponieważ chcę dalej lubić siebie taką, jaką jestem. Kulturalną osobą. Gdy mam okazję uczę tego swojego wnuka. Myślę, że to zaprocentuje na przyszłość. Jestem przekonana, że jego ścieżka rozwoju będzie satysfakcjonująca, że kiedy dorośnie będzie potrafił tak jak ja, poszerzać perspektywę widzenia, pomocną w różnych życiowych sytuacjach.

Jestem również zwolenniczką dawania młodym "wędki", rozumiecie o co mi chodzi, by mogli poznawać a potem poruszać się wśród życiowych meandrów. Tak najlepiej zdobywa się życiowe doświadczenie, którego jednym z elementów jest zdolność odpuszczania. Umiejętność kalkulacji, co bardziej się opłaca, być dobrym człowiekiem czy jego przeciwieństwem, oraz postępowanie zgodne z wartościami poparte intuicją, to cenne lekcje do odrobienia. Trzeba chcieć z nich korzystać bez oporu i bez strachu. 

Nauczyłam się też innej cennej lekcji, że cokolwiek się w życiu zdarza, zdarza się nie bez przyczyny. Jeżeli stanął mi na drodze trudny "przeciwnik", stało się to po coś. W takiej sytuacji wyciągam wnioski, próbuję doszukać się też plusów a nie skupiać na minusach. Wiele razy taka postawa pomogła mi wybrnąć z niekorzystnych dla mnie sytuacji. Dziękowałam wtedy sobie, że jestem jaka jestem, dziękowałam niektórym osobom, które kiedyś miały wpływ na to, że jestem jaka jestem. 

Podróż przez życie nie jest usłana różami, może to stary i wyświechtany slogan, ale jest nośnikiem prawdziwej, nie wymyślonej tezy. Składa się z sukcesów i porażek, ponosimy straty na różnych polach. Zdarza się, że zrywa znajomość wieloletnia przyjaciółka, albo że my z nią zrywamy. Godzimy się z tymi faktami, albo nie. Zdarza się, że trudno jest się nam pogodzić z tą stratą, męczymy się z tym. Warto wtedy na przykład zastanowić się, czy czasem nie pozwolić tej osobie odejść, bo być może nastał czas końca tej relacji. Może by tak odpuścić? Bo więź jaka nas łączyła... zbladła? Bo nasze drogi rozeszły się?

Wiele przykrych sytuacji spotyka nas w życiu, raz radzimy sobie z nimi, a raz nie radzimy. Czasami osoby które spotykamy, nie potrafią/nie chcą/nie mogą z jakichś powodów sprostać naszym oczekiwaniom. Odpuścimy, czy nie odpuścimy? Gdy spotkasz kogoś nowego, kto być może rokuje na dłuższą znajomość, urabiasz tego kogoś na swoją modłę, czy pozwalasz temu komuś być sobą? Odpuścisz temu komuś, czy nie odpuścisz? Mogę tu jeszcze wymyślać kolejne sytuacje, jedno jest pewne, że każda z nich będzie poddawana takiemu kryterium. 

Mam takie zdanie, że czasami lepiej jest odpuścić, o cokolwiek by nie szło, dla własnego zdrowia.


Obrazy: *Genial.ly. *Radio Łódź *Internet