Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bary jadłodajnie PRL i rok 2022. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bary jadłodajnie PRL i rok 2022. Pokaż wszystkie posty

Bary mleczne, jadłodajnie, PRL i... rok 2022

Albo rachunki, albo jedzenie. Wybór jest tylko jeden. Nie ma albo to, albo tamto. Najpierw płaci się rachunki, a to co zostanie przeznaczamy na życie, w tym na jedzenie. Skrajnie biednym trudno dzisiaj przetrwać. Właściciele barów i różnych innych punktów z ciepłym jedzeniem, szczególnie w tym roku zobaczyli na własne oczy prawdziwą biedę. Przychodzą ludzie starsi. Wstydzą się, ale zamawiają tylko zupę, jakąś bułkę z czymś najtańszym, albo ziemniaki z samym sosem. 

Na więcej ich nie stać. Czasami bywa, że i na to brakuje im pieniędzy. 

Dlaczego przychodzą do barów? Bo z różnych powodów finansowo -zdrowotnych i życiowych nie są w stanie sami zadbać o siebie. Takich osób jest dużo. W różnym wieku. Tak naprawdę to chyba nikt nie wie, ile dokładnie liczy grupa osób skrajnie biednych. Bywając na swoim ryneczku nie zawsze zwracam uwagę co się wokół dzieje. Zajęta własnymi myślami spaceruję alejkami i robię zakupy. Starsza pani, a raczej osoba wyglądająca na starszą, siłowała się z drzwiami, nie mogła ich otworzyć. Podeszłam i pomogłam. 

Weszłyśmy obie do środka, bo w razie czego chciałam pomóc Jej dalej.

Znalazłam się w barze. Rozejrzałam się i zobaczyłam skrajną biedę Z BLISKA. Z daleka ta bieda w ogóle nie wygląda, bo jej nie widać. W środku było 5 osób. Pięcioro klientów, którzy kolejny raz liczyli na to, że dostaną jedzenie po najmniejszych kosztach. Z kuchni ładnie pachniało. Sama nabrałam ochoty, by coś przekąsić. Ulokowałam starszą panią przy stoliku i spytałam na co ma ochotę. Broda zaczęła jej drżeć i cicho powiedziała, że coś najtańszego. Dobrze. Podeszłam do cennika.

Ceny jak w każdym innym podobnym miejscu, między 12 - 25 złotych.

Spytałam co mają najtańszego i dyskretnie wskazałam głową na starszą panią. Pan zza lady spojrzał i powiedział, że ta pani i parę innych osób przychodzą do niego codziennie przynajmniej na talerz ciepłej zupy. Są to ludzie w miarę dobrze ubrani, kiepsko albo jeszcze gorzej. Ale grzeczni. Spytałam co pani zazwyczaj dostaje, zupę albo ziemniaki z dowolnym sosem, odpowiedział. Ile kosztuje danie? Liczę im po 5 złotych, odpowiedział, a czasem daję za darmo. 

Poprosiłam o dwa drugie dania - ziemniaki z sosem i kawałek gotowanego mięsa, surówka i coś do picia.

Zapłaciłam ile zażądał i wróciłam do stolika z jedzeniem. Dawno nie widziałam takich ogromnych oczu. Nie będę Wam opowiadać szczegółów. Zjadłyśmy, a potem odprowadziłam Ją kawałek do domu. Mieszkała niedaleko. Milczała całą drogę. Ja też. Na odchodne wzięła moją rękę i przycisnęła mocno do piersi. Wiecie jak ja to przeżyłam? Ten odruch, to wzruszenie, cała ta sytuacja. Zapomniałam o zakupach. Gdy wróciłam do domu, długo siedziałam zanim ruszyłam cokolwiek zrobić. 

Pisać o biedzie, a zobaczyć ją na własne oczy z odległości 0.5 metra, to różnica. 

Gdy oprzytomniałam trochę, ogarnął mnie taki gniew, że nie mogłam się opanować. Nie dziwię się ludziom, którzy na to co słyszą od polityków, w odpowiedzi wyrzucają telewizory przez okno. Jak ja słyszę Glapińskiego, który doradza Polakom kupić sobie kota, bo będzie raźniej w życiu, to krew mnie zalewa. Glapiński nie ma bladego pojęcia o tym, co może przeżywać starsza pani zmuszona korzystać z usług taniego baru. Co przeżywa, gdy przechodzi alejkami ryneczku i widzi, że można na nim kupować wszystko i do woli. 

Ona nie może. Nie ma tyle pieniędzy, by zaspokoić swoje potrzeby. 

Jej ostatnią deską ratunku, od dłuższego już czasu jest bardzo tani albo darmowy obiad. Biedaobiad, jak mi powiedział właściciel baru. To posiłek dla tych, których drożyzna w Polsce tak przygniotła, że już ledwo zipią. Ledwo zipią, że powtórzę. I coś mi to przypomniało. Czasy PRL-u. Kiedy to karmiono Polaków zbiorowo właśnie w takich biedabarach i biedajadłodajniach. Kuchnia Polaków w owym czasie preferowała głównie tanie i szybkie dania mączne, jak: pyzy, knedle czy pierogi. 

Miała to być oszczędność czasu, wszak praca była priorytetem.

Ideą, żywcem zapożyczoną jeszcze  sprzed czasów I wojny światowej, było zapewnienie “szerokim rzeszom konsumentów pożywnych i tanich posiłków", często o trzykrotnie niższych cenach od tych restauracyjnych. Wtedy porcja ziemniaków z kubkiem kwaśnego mleka kosztowała 2 złote. Pamiętacie? Dzisiaj ziemniaki z sosem - 5 złotych. Przynajmniej w zaprzyjaźnionym barze. Zauważcie, pomimo zmian, restrykcji, inflacji i drożyzny, można jeszcze spotkać podobne bary, gdzie ich właściciele i pracownicy okazują potrzebującym serce. 

Niech niektórzy nazywają to kulinarnym reliktem, niech wnętrza przypominają czasy PRL-u, a niech tam. To nieważne. Ważne, że kiedy przyjdzie starsza pani, skrajnie biedna i poprosi o ziemniaki z sosem, dostanie je. I bardzo często nie musi za nie płacić. Mam nadzieję, że jeszcze spotkam swoją nową znajomą.


                   SKRAJNA BIEDA TO DLA NAS POLICZEK W DOBIE XXI WIEKU.

Obrazy: *Facebook *Internet