K O M P L E K S Y

Która z nas ich nie ma. Towarzyszą nam przez całe życie. Taki staż powinien nas czegoś nauczyć, ale chyba same nie chcemy wyzwolić się spod takiego "jarzma". Kompleksy na jakimkolwiek tle, to jedna z naszych "ulubionych obsesji". Wszystkie są związane z brakami w naszym wyglądzie zewnętrznym. Rzekome czy nie, braki w kwestii wyglądu, zawsze powodują chęć osiągnięcia ideału. Oczywiście, nie ma nic złego w tym, że chcemy się podobać, sobie i innym. Szczególnie mężczyznom. Problem zaczyna się wtedy, gdy obsesja wkracza we wszystkie sfery naszego życia, gdy staje się priorytetem na każdej płaszczyźnie. 

Podobać się innym to jedno. Podobać się sobie to drugie. Ale musimy zrozumieć, że nasz wygląd zewnętrzny, wprawdzie jest ważny, nie najważniejszy jednak. Osoba z nadmierną ilością pretensji do siebie musi wypracować więcej wiary w siebie, musi zadbać o poziom własnej samooceny, musi umieć widzieć w lustrze to co jest, a nie to, co chciałaby zobaczyć. Musimy same się przekonać, że wszystkie nasze za duże lub zbyt małe części ciała, są właśnie takie, jakie być powinny. Jeżeli tak nie jest, same staramy się poprawiać mankamenty naszego ciała, ponieważ tego nikt za nas nie zrobi. Zamiast siedzieć i biadolić, lepiej wziąć się w garść i wprowadzić zmiany w swoim życiu.

Na przestrzeni wieków,  kobiety zawsze zdawały sobie sprawę, ile instrumentów mają do swojej dyspozycji, by móc poprawiać urodę i sylwetkę. Dzisiaj wszelkiej maści kosmetologia i chirurgia plastyczna zbijają na tym kasę. Ten dochodowy i inwazyjny interes mocno jest związany z problemem otyłości, z wielkością i kształtem części ciała kobiecego i męskiego. Na początku z tego dobrodziejstwa korzystały osoby ze świecznika, a potem było ono w zasięgu każdego kto chciał. Słowem, masowo ludzkość uległa kultowi ciała i robi co może, by zatrzymać czas. Poprawiamy więc w sobie niemal wszystko, począwszy od niewinnej korekty nosa, kończąc na wycinaniu żeber, by tylko być szczuplejszą.

Opadająca powieka nie jest dzisiaj problemem, chirurg ją poprawi. Zbyt grube uda, albo zbyt grube fałdy brzucha poddawane są zabiegowi liposukcji. Pośladki za mało jędrne albo za mało krągłe również można poddać korekcji. Łatwizna. Wystarczy mieć na to pieniądze i marzenia spełnią się. Kobiety cierpią, gdy nie mają takich samych ust jak Angelina Jolie, gdy nie mają takich pięknych włosów jak inna ich idolka. To "cierpienie" od wieków mamy wpisane w DNA. Ta pogoń za idealnym wyglądem jest nieskończona. Wieczna, ponieważ nie możemy tego ideału dogonić. Na przeszkodzie stoją m.in. genetyka i psychika. Stoją również regularnie zmieniające się kanony mody.

Między naszymi prababkami a nami dzisiaj, jest kolosalna różnica. I to niemal pod każdym względem. Między innymi pod względem patrzenia na samą siebie. W porównaniu do naszych prababek, my dzisiaj możemy wszystko, ponieważ nic nas nie ogranicza. No, prawie. Zakazy i nakazy testowane na prababkach, zmuszające je wówczas do takiego a nie innego życia, wydają się nam dzisiaj dziwaczne i śmieszne. Wydaje się, że nas nie dotyczą. Jesteśmy ponad to, bo same nasz zewnętrzny wygląd sprowadziłyśmy do poziomu naszej rzeczywistej wartości. Tak jest właśnie dzisiaj. Tu i teraz. Jak nie wyglądasz dobrze, jesteś nikim. Nikt z Tobą się nie liczy. 

Nie jesteś liderką w szkole. Nie awansujesz w pracy. Nie masz towarzyskiego życia. Jesteś sama. Umierasz ze wstydu i na dodatek z każdej strony atakuje Cię coraz więcej kompleksów. I zaczynasz robić z igły, widły. My kobiety już tak mamy. Nie potrafimy lub nie chcemy odciąć się od naszej zewnętrzności, którą ustawiłyśmy na piedestale. Nie zauważamy innych walorów, jak osobowość chociażby. Mamy talent z drobnostki zrobić wielką sprawę. Przykładem niech będzie przysłowiowy pryszcz na nosie, przez którego randka na pewno się nie uda, egzamin będzie gorzej zdany, bo zamiast o nim, myślimy o nieszczęsnym pryszczu.

Żadna z nas nie lubi mówić, że jest brzydka, czy za gruba. Żadna z nas nie lubi przyznawać się publicznie do swoich kompleksów. Raczej uciekamy od sytuacji, w których bywamy zmuszane do autokrytyki. Wielu kobietom wydaje się też, że otoczenie patrzy na nie, ich oczami. Ta ich niska samoocena wynika z pewnością z przewartościowania znaczenia dla nich samego ciała. Sprawia to, że czują się tą gorszą kategorią w społeczności ludzi. Myślenie, że z powodu wyglądu ma się mniejsze prawa, czy ograniczone przywileje, skutkuje uwstecznieniem. Taka osoba stoi z boku, nigdzie wyżej się nie pcha, a Jej marzenia i życiowe plany często pozostają w świecie marzeń i planów właśnie. 

Taka osoba nie ma odwagi realizowania się. Dlaczego tak jest? Bo głównym hamulcowym są tu kompleksy. A poddanie się kompleksom jest silniejsze od niejednej z nas. Dlatego cierpi na tym niejedna kariera. Osoba zakompleksiona ma trudności wyjścia poza swoją skorupę, wyjścia i zaistnienia. W tej swojej skorupie czuje się bezpieczna, bo nie musi "wystawiać się na widok". Cierpią na tym również kontakty międzyludzkie, z powodu niskiej samooceny. Taka jest codzienność osoby zakompleksionej, która woli zazwyczaj zrobić dwa kroki do tyłu, niż wielki krok do przodu. To jest właśnie to uwstecznianie się. Najgorsze, że świadome.

Wspomnieć należy również o życiu osobistym osoby zakompleksionej, które jest tak samo ważne, jak życie zawodowe. Czy jakoweś w ogóle istnieje? Czy oprócz faktu posiadania rodziny, istnieje satysfakcja uczuciowa? Czy te sfery można w ogóle porównywać? Jestem przekonana, że inaczej o tym opowie osoba przepełniona kompleksami, a inaczej osoba, która w miarę tolerancyjnie podchodzi do swoich mankamentów. Osobiście myślę, że najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Ponieważ to poczucie właśnie, wpływa na wszystkie inne sfery naszego życia. 

Musimy pamiętać, że kompleksy zamykają niejedną furtkę do tak zwanego, normalnego życia. Generują strach i atakują umysły. Brak samoakceptacji czyni osoby zakompleksione, nieszczęśliwymi. Powoduje, że nie mają odwagi czerpać z życia. Strach i obawa, to nie najlepsze rozwiązanie. Trzeba zbić tę skorupę i wyjść poza nią. Przestać wyliczać swoje braki i wyolbrzymiać stan faktyczny. Dzisiaj na wszystko można znaleźć radę i nie chodzi mi tu o zabieg chirurgiczny. Chodzi mi raczej o prowadzenie zdrowego trybu życia przez całe życie. Chodzi mi o poprawny i odpowiedzialny sposób odżywiania się. Chodzi mi o polubienie siebie samej.


Gdy polubimy się, gdy spojrzymy na siebie innymi oczami, kompleksy z czasem zaczną znikać, jak za dotknięciem słynnej różdżki. Gdy to się stanie, nic nam nie przeszkodzi, by w życiu funkcjonować normalnie i swobodnie, dokładnie tak, jak tego same oczekujemy. 

Pamiętajmy Drogie Panie, że uroda i piękno nie mają jednej tylko definicji. Każda z nas może odnaleźć swoją. Każda w swoim wymiarze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz