M A R Z E N I E


Kto nie ma marzeń. Każdy z nas je ma. Są te łatwe do zrealizowania i trudne, nad którymi długo się myśli. Bywają takie, które z różnych powodów są nieosiągalne. Pozostają więc tylko marzeniem. Miałam kiedyś takie, z czasów młodzieńczych. Wyjazd do Egiptu. Właśnie tam, ponieważ pociągała mnie i fascynowała historia tego kraju. Ile książek się naczytałam na ten temat i ile filmów naoglądałam, wiedziała np. moja Mama, bo wciąż goniła mnie, bym wreszcie zgasiła światło. Gasiłam światło, ale czytałam dalej pod kołdrą w świetle latarki. Mama i tak wiedziała, że dalej czytam. Jak to Mamy. Nie zrealizowałam tego marzenia, nie byłam w Egipcie ani razu. Ale inne będące w zasięgu mojego portfela zostały zaliczone.

Dzisiaj, kiedy od ponad dwóch miesięcy mam swój rower, zdałam sobie sprawę, że jest on moim marzeniem samospełniającym się. Ot wyszło niechcący, że go kupiłam. Powód był raczej przyziemny, miał "kto wozić" moje zakupy. Ale wiecie jak to jest, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nie wystarczała mi już rola wielbłąda, potrzebny był mi transporter. No i mam - dwa w jednym. Zdałam też sobie sprawę, że oto spełniam marzenie, o którym wcześniej w ogóle nie myślałam. Z braku czasu z wiadomych względów, świat na co dzień oglądałam albo zza jakiegoś okna, albo na filmach. Teraz z powodu roweru jestem w środku tego świata. Małego, bo lokalnego, ale lepsze to niż pejzaż z okna. Na odległość świat wygląda inaczej, w bezpośrednim kontakcie inaczej. 

Migawki filmowe albo internetowe wydawały się takie piękne, że aż nierealne. Mam teraz okazję namacalnie sprawdzać rzeczywistość. Czy jest prawdziwa. Zatem to, co kiedyś było obrazkiem, stało się prawdziwe i można tego dotknąć. To co, cały czas żyłaś w zamknięciu? - spyta ktoś. Nie, oczywiście że nie, odpowiem. Wycieczki, obozy turystyczne, obozy treningowe w plenerze, ogniska i inne takie imprezy, bywały moim udziałem, ale to było dawno temu. A ja mówię o czasie tu i teraz. Bo tu i teraz, będąc na emeryturze, mam chrapkę na spełnianie marzeń innego rodzaju. Tamten mój kontakt ze światem był, że tak powiem, obowiązkowy. Ten jest świadomy i tylko dla mnie. Tylko dla mnie. Czujecie różnicę? 

Teraz słońce wschodzi jakby inaczej. Świat w jego promieniach wygląda inaczej. Dzisiaj zauważam drobiazgi, których kiedyś nie widziałam. Dzisiaj świat wygląda jak bajka, kiedyś był dla mnie zwyczajnym widokiem. Dzisiaj wiem, że to też i moja bajka. Stoję sobie z rowerem, moim nowym przyjacielem, na małej polance i patrzę w niebo, słucham odgłosów Natury. Trele ptaków, szum liści, zapach, atmosfera. Docierają do mnie bezpośrednio i cieszą mnie jak nigdy wcześniej. Jakieś dziwne kropelki unoszą się w powietrzu jakby nie było grawitacji. Słońce takie gorące, a jakie ciche. I te dyskretne bzyczenie owadów. Aż usiadłam z wrażenia, że to wszystko tak na mnie działa. Wzruszyłam się nawet.

Czegoś podobnego dawno nie przeżywałam. Nie przeżywałam, bo w życiu dorosłym nie miałam na to czasu. Nie miałam czasu na świat. Dlatego teraz, skoro już ten czas mam, zaczęłam się starać by go poznać. By go poczuć. By w nim być. Tam, na tej pachnącej polance, poczułam się jego częścią. Dosłownie. Poczułam tego świata niezwykłość. Poczułam też, że właśnie to jest moim marzeniem - poznawanie świata. Mojego lokalnego małego świata. A rower stał się moim środkiem do celu. Zrobiłam bardzo ważny krok do przodu i nieważne, że wkrótce może okazać się on większy ode mnie. Mogę się potknąć, mogę nabić sobie guza, ale zacisnę zęby i pojadę dalej. Przekonuję się na gorąco, że w zakresie swoich możliwości, spełniam właśnie swoje marzenie. 

To piękne, że mogę robić właśnie to. A mogę, bo było ono na wyciągnięcie ręki. Było tam zawsze, było tam gdzie skończyła się wymówka, jest tam gdzie zaczęło się działanie. Już czuję się wybrana. Ale to nie wystarczy. Wiem, że trzeba być konsekwentną i wytrwałą. Będę. Bo warto. A warto, bo wyszłam z domu. Dzisiaj siedziałam na polance w lokalnym parku, jutro mogę siedzieć na podobnej, ale np. 100 km dalej od domu. To wcale nie tak daleko. Jasne, że nie od razu i nie bez wysiłku będę kontynuować realizację tego marzenia. Wiem, że ta polanka gdzieś tam jest, że nie ucieknie mi, że na mnie czeka. Wszystko w swoim czasie, prawda? 

Dużo się zmieniło. Od okna, przez które patrzyłam na świat do teraz, kiedy bezpośrednio mam z nim do czynienia. Wiem też, że mogę więcej. Nie muszę zachwycać się widokiem, mogę nim żyć, i nie jest to tylko sen. A ja mam wielką ochotę zgubić się w tym moim na razie lokalnym świecie.


Obraz: *Internet 

6 komentarzy:

  1. A propos Egipt - dopóki nie mogłam tam pojechać to mi się marzył, ale gdy już mogłam - odechciało mi się. Zauważyłam, tak przy okazji, że na tej samej zasadzie odechciało mi się wielu rzeczy i dotyczyło to nie tylko wyjazdów ale i nabycia różnych rzeczy. Np. nigdy nie marzyłam by zamieszkać na stałe w Berlinie- owszem podobał mi się Berlin i to nawet bardzo gdy przyjechałam tu kiedyś latem a Berlin był spowity zapachem kwitnących lip, ale naprawdę nie marzyłam by tu spędzić resztę swego życia a jednak tak właśnie będzie. Moja przyjaciółka (a znamy się od 1961 roku) stwierdziła, że to wszystko jest zgodne z moją przekorną naturą. Pewnie ma rację. Serdeczności ślę Kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, a może z Tobą i z Berlinem było tak, jak napisałam - że to samospełniające się marzenie. Ot, wyszło tak niechcący. Pewnie przekorna natura ma coś z tym wspólnego, widać, że chyba ta niekończąca się "przygoda" wyszła tylko na dobre. Tak?
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie... i słonecznie, bo trochę promyków tańczy sobie bezkarnie...

      Usuń
  2. Twój tekst jest przepiękny i inspirujący. Tak sugestywnie opisujesz codzienne odkrywanie świata z rowerem, że czuję zapach trawy, słońce na twarzy i słyszę szum liści. To wspaniałe, jak nawet małe marzenia mogą przemienić codzienność w bajkę, jeśli tylko damy sobie na to przestrzeń. Twoja radość i uważność na drobiazgi przypomina, że spełnianie marzeń zaczyna się od tu i teraz.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę nieustającej radości z rowerowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, może to i dziwnie zabrzmi, ale ta nowa dla mnie życiowa faza, jest jak bajkowa magia. Na pewno zależy to też m.in. od stopnia wrażliwości. No i każdy z nas ma swoje "tu i teraz". Wystarczy wyciągnąć dłoń i... schwytać okazję...
      Pozdrawiam bardzo serdecznie i nieustająco dziękuję za życzenia...

      Usuń
  3. Wyobraź sobie, że miałam bardzo podobnie z czytaniem, też potrafiłam czytać z latarką pod kołdrą. Marzyłam o wyjeździe do Australii, bardzo mnie fascynował ten kontynent. Mimo, że naprawdę zwiedziłam trochę świata to tam nie dotarłam . Czasami myślę, że spełnione marzenie jest niekoniecznie szczęśliwe, bo w starciu z rzeczywistością nie zawsze jest tak jak nam się wydawało.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, chyba każdy (no prawie) miał i ma swoje fascynacje. Te niespełnione/niezrealizowane wciąż czekają. Przecież nikt nie powiedział, że będąc na emeryturze należy dać sobie z nimi spokój. A po drugie to kwestia zorganizowania się. Jasne, że masz rację, czasami rzeczywistość nie pomaga, przerasta nas, zawodzi. Jednak jeżeli starego marzenia z jakichś powodów nie można zrealizować, można wymyślić nowe. Nie musi być z tych trudniejszych. Jak nie Australia, to może coś bliżej?
      Pozdrawiam Cię Celu bardzo serdecznie... życzę spełniania marzeń...

      Usuń