CZY SIWY WŁOS TO BARIERA?

Rozwinę to pytanie - czy siwy włos to bariera do dalszej kariery? Czy to bariera do robienia czegokolwiek? W moim przypadku, gdy zauważyłam pierwsze siwe włosy, po prostu zaczęłam je farbować. Nawet je znielubiałam. Dbałam zawczasu by nie mieć odrostów, pilnie umawiając się do fryzjera. Czułam taką potrzebę, ponieważ uprawiając swój zawód, chciałam jak najdłużej i jak najlepiej wyglądać. No i mieć w związku z tym dobre samopoczucie. Trochę to wszystko trwało, zanim dotarło do mnie, że siwy włos to nic takiego. Że wcale nie jest przeszkodą w kontynuacji kariery. 

Ale trzeba było to zrozumieć i zaakceptować.

Dotarło do mnie, że kolor włosów wcale nie jest problemem, ani żadną barierą. Nieważne jakiego koloru są. Ważne, by były zadbane. Wszak inni, spoglądając na Ciebie, oceniają Cię od stóp do głów (jak się to mówi). Aktualnie kobiety, bez względu na wiek, farbują włosy na różne kolory i jest to normalne. Siwy, to też kolor. Może wreszcie dojrzałam, by to zrozumieć. By koloru włosów nie traktować jako problemu. I któregoś dnia podjęłam decyzję - nie będę więcej farbować włosów. Niech rosną. Zapuszczałam więc swoje odrosty, częściej ścinając tę zafarbowaną część. I co? I nic. Okazało się, że mam nawet ładną siwiznę.

Okazało się też, że wcale to nie było takie trudne. Zdziwiło mnie nawet, że tak łatwo sobie z tym poradziłam. Między innymi dzięki znajomym i koleżeństwu w pracy, którzy zauważyli zmiany, pochwalili je i komplementowali. Moi podopieczni w gabinecie i na siłowni tylko temu przyklasnęli. Nie ukrywam, to też pomogło. Zaczęłam się widzieć jakby innymi oczami. Z czasem przybyło mi pracy. Nie mogłam opędzić się od zleceń. Czyżby to była sprawka siwego włosa? Skoro tak, to czemu tego nie wykorzystać? Ocknęli się też moi pracodawcy, którzy odkryli, jaką wartością dla nich jest taka osoba jak ja. Starsza, bardziej doświadczona zawodowo od młodszych kolegów.

Spodobało mi się to i zaczęłam dawać z siebie jeszcze więcej. Niesamowite, jak dobrze się przy tym czułam. Że mimo wieku, jestem potrzebna, mogę realizować się zawodowo i rozwijać. Tak tak, rozwijać, ponieważ dzisiaj zawód trenera tego wymaga szczególnie. Nabrałam nowej pewności siebie. W pracy czułam się bardzo dobrze, mimo zmęczenia. Dalej z ochotą wstawałam każdego ranka, nawet w pochmurny dzień. To nie było ważne. Uwielbiałam swoją pracę. To doradzanie podopiecznym, te ich trenowanie by czuli się ze sobą lepiej, rozmowy z nimi, a na końcu moja satysfakcja, że mogłam mieć udział w ich życiowych przemianach.

Czy byłam zdeterminowana? A jakże, nie wypieram się, ale uważałam to za coś zupełnie normalnego, ponieważ determinacja pcha człowieka do przodu. W sensie tylko pozytywnym. W moim przypadku jest to coś niezwykłego, ponieważ wcześniej wydawało mi się, że po przekroczeniu pewnego wieku nikt już nie zainteresuje się moimi propozycjami. Trenowanie innych to super zajęcie. Ja też starałam się być super. I wiedziałam jak to robić! To bardzo ważne, zdawać sobie sprawę z własnej wartości. Bardzo ważne jest też to, by sobie samemu pomagać. Czekanie aż zdarzy się cud, nikomu jeszcze nie pomogło w karierze. Nikomu.

Gdy masz 65 i więcej lat i gdy jesteś czynną zawodowo osobą, to to co robisz odbierasz inaczej. Nie ma tego poczucia narzuconego obowiązku, nie jesteś spięta, a raczej zrelaksowana i na swój sposób szczęśliwa. W moim przypadku dochodziła niezależność i jednoosobowa decyzyjność. Wynika to z doświadczenia i pewności siebie. I tak wkroczyłam w ostatni etap życia zawodowego. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale za bardzo nie przejmowałam się tym. Gdy wreszcie doszło do nieuniknionego, gdy własną świadomą decyzją przeszłam na emeryturę (68 lat), nie bolało. Bo wiedziałam, że to nie koniec dla mnie. Miałam plany.

Plany, które nie miały nic wspólnego z tak zwaną prawdziwą emeryturą. Taką, gdzie siedzi się w domu, ogląda TV i ma się ograniczony kontakt ze światem. Nie nie! Zaczął się dla mnie nowy życiowy etap. Inny niż poprzednie, jednak dalej czynny. Znam osoby, które po przejściu na emeryturę całkowicie zerwały kontakt z zawodem. Stały się babciami i dziadkami na różne etaty. Znam też takie, które wykorzystują czas na podróże, ponieważ wcześniej nie miały okazji poznawania świata. To też coś. Nie siedzą w domach tylko z nich wychodzą. 

Właśnie o to chodzi, że gdy nasze włosy przyjmują swój naturalny srebrny kolor, nie rezygnujemy z życia. Siwy włos to nie koniec świata, to nie bariera ani żadna granica, która jakby ma zamykać przed nami możliwość dalszej realizacji swoich marzeń i planów. Nic podobnego. To tylko od nas samych zależy, co zrobimy z czasem nam darowanym. Wiele razy zdarza się, że w okolicach siedemdziesiątki osiągamy jeszcze lepsze sukcesy, jak nie największe. Życie uczy nas, że w każdej sytuacji można znaleźć wyjście, że zawsze można wymyślić kolejny nowy plan na siebie. Zatem dla żadnej kobiety siwy włos nie powinien oznaczać, że ma ona zwolnić tempo.

Gdyby los dał mi drugie życie, niczego bym nie zmieniła. Powtórzyłabym je, ponieważ uważam, że zawód, któremu oddałam wiele lat, jest najwspanialszym zawodem na świecie. Dla mnie. Nawet siwy włos nie przeszkodził mi w jego wykonywaniu. Wprawdzie teraz nie jestem zaangażowana tak jak wcześniej, ale swoje robię. Dalej dzwonią do mnie telefony, dalej doradzam każdemu kto potrzebuje rady, po prostu rozmawiamy. Gdy zdarza się chwila przerwy i jeśli nic się nie wydarza, to i tak jestem zadowolona, że m.in. na swoim blogu mogę dodać kolejny nowy wpis. 

Doszłam do wniosku, jak wspaniale jest mieć siedemdziesiąt lat. 

I dlatego nie martwię się swoim wiekiem. Niczym się nie martwię. Jestem zbyt zajęta spędzaniem czasu na swój sposób. Jest tak, jak chcę.


I jeszcze jedno moje przemyślenie - trzeba być absolutnie pewnym tego, że sprawy idą w dobrym kierunku. A idą, prawda? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz